czwartek, 30 stycznia 2014

Naleśniki z adwokatowymi procentami

Naleśniki adwokatowe z orange curd i migdałami



Nie sposób było ich nie spróbować. Już sam kolor zachęca do tego, żeby je usmażyć, co dopiero dodatek, a raczej spory chlust adwokatu w cieście. Nic innego nie nasuwa mi się oprócz stwierdzenia, że te naleśniki naprawdę warto zrobić. Adwokat nie jest przesadnie podkreślony w naleśnikach, jednak jest wyczuwalny i przyznam szczerze po 3 naleśnikach, bo więcej nie zdołałam zjeść, są sycące, zrobiło mi się cieplej; D
Poza tym są grubsze niż te, które zwykle robię z tego względu, że użyłam swojego adwokatu, który był bardzo gęsty, więc i konsystencja ciasta była gęsta i naleśniki z marszu musiały wyjść nieco grubsze.
Tak czy inaczej naleśniki adwokatowe warto zrobić, bez wątpienia; )

Naleśniki adwokatowe z orange curd i migdałami
ok 7- 8 naleśników o średnicy 21 cm< ja użyłam domowego adwokatu, który był gęsty, jeśli użyjecie sklepowego, a one są zazwyczaj rzadkie, wyjdzie Wam więcej naleśników>

składniki:
- 160 g mąki pszennej
- 200- 250 ml adwokatu- ja dałam 200, bo tyle mi zostało
- 150- 200 ml mleka- w zależności od ilości adwokatu- ja dałam 200 ml
- 1 łyżka( 30 g) masła
- 2 jajka
- szczypta soli i gałki muszkatołowej
- słoiczek orange curdu
- garść płatków migdałowym

Płatki migdałowe podprażyć na suchej patelni do zarumienienia, odstawić. Masło roztopić w garnuszku. Mąkę przesiać do miski razem z solą i gałką muszkatołową. Mleko wymieszać z adwokatem, ostudzonym masłem i jajkami. Mokre składniki dodawać do suchych, mieszając do uzyskania jednolitej, bezgrudkowej masy. Ciasto naleśnikowe odstawić na pół godziny przykryte ściereczką.
Po tym czasie smażyć naleśniki na nieprzywieralnej patelni z obydwu stron do zrumienienia.
Każdego naleśnika posmarować orange curdem i posypać podprażonymi płatkami migdałowymi. Można oprószyć cukrem pudrem.
Smacznego!





wtorek, 28 stycznia 2014

Może bajgla?

Bajgle



Od nich zaczęłam swoją przygodę z książką pana Hamelmana. Już od bardzo dawna miałam na nie ochotę, bo zawsze kusił mnie ich zdjęcia na przeróżnych blogach. Poza tym bardzo lubię takie prawdziwe obwarzanki. Chrupiąca skórka, sprężysty miąższ i ziarna. Te bajgle absolutnie spełniają moje oczekiwania, są pyszne, robi się je przyjemnie, z ciastem naprawdę dobrze się pracuje. 
Pamiętam, jak przyszłam do pokoju z masłem orzechowym i dżemem, żeby sobie zgarnąć jednego bajgla z sezamem i zjeść. Zastałam jedynie pusty talerz i ziarenka na talerzu; D Oczywiście swoją część bajgli zjadłam, więc wiem, jakie są pyszne. Ale coś jest w tym domowym pieczywie, że nie można się oderwać od ich jedzenia. 
Jedyną rzeczą, jaka trochę mi przeszkadzała były odpadające ziarenka. Następnym razem <a wiem, że będzie następny raz> przed dodawaniem ziaren posmaruję bajgla roztrzepanym jajkiem z mlekiem.

A książka Jeffrey'ego Hamelnama jest niesamowita. Jak tylko ją dostałam, od razu zaczęłam czytać. Jest w niej masę informacji, o których powinien wiedzieć każdy amator pieczenia chleba. Książka jest stworzona zarówno dla nas, jak i dla piekarzy, którzy muszą upiec nie dwa a 30 bochenków chleba. Małym minusem jest podawanie w przepisach dla pieczenia chleba "w domu" ilości tylko i wyłącznie drożdży instant oraz założenie, że każdy "piekarz" posiada maszynę <robot kuchenny>, który wymiesza ciasto. Moim robotem kuchennym są ręce, więc podawanie czasu mieszania ciasta jest dla mnie przynajmniej zbędne. Niemniej jednak bardzo Wam polecam tą książkę, nie zawiedziecie się, jest w niej tyle porad i przepisów, że pomimo tych dwóch wad jestem nią totalnie zauroczona!

Bajgle
7 niewielkich 100 g bajgli <podaję przepis z połowy porcji>

składniki na bajgle:
- 450 g mąki pszennej typ 550
- 275 g ciepłej ale nie gorącej wody
-1 łyżeczka sproszkowanego słodu diastatycznego- nie dodałam z powodu jego braku
- 1 płaska łyżeczka soli
- 2 g drożdży instant

do obwarzania:
- duży garnek z gotującą się wodą
- 1 łyżeczka miodu

składniki na posypkę:
- 2 łyżki maku
- 2 łyżki sezamu
- 2 łyżki siemienia lnianego
- 1 jajko
- 1 łyżka mleka

Wieczorem:
Do miski przesiać mąkę, dodać sól oraz drożdże, wymieszać. Jeśli macie słód również należy go umieścić w misce. Do składników powoli dolewać wodę, mieszając wszystko aż powstanie kula ciasta. Ciasto na początku będzie się trochę lepić, nie podsypujcie mąki tylko dzielnie wyrabiajcie. Po chwili ciasto powinno być zbite, jędrne, elastyczne i odchodzące od rąk, a naciśnięte ciasto palcem powinno odskoczyć- takie ciasto jest dobre. Wyrabianie ciasta ręcznie zajmuje ok 10- 12 minut. Nie należy wyrabiać ciasta za długo, bo wtedy będzie bardzo trudne w uformowaniu i straci na wartości.
Kiedy ciasto jest wyrobione przełożyć go do miski, przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce- w zimę najlepiej na kaloryferze, do urośnięcia na ok 1 godzinę. 
Po tym czasie ciasto podzielić na 7 części po 100 g. Każdą szybko zgnieść i rolować do utworzenia wałka o długości ok 25- 27 cm., dbając o to aby końce nie były zwężone. Następnie zlepić obydwa końce obwarzanka, włożyć w dłoń, tak, aby obwarzanek objął 4 palce, oprócz kciuka i zdecydowanym ruchem rolować bajgla, aby końce się połączyły. Uformować w pożądany kształt i odstawić na blachę wysypaną kaszą manną. Postępować dokładnie tak samo z pozostałymi kawałkami ciasta.
Bajgle przykryć folią spożywczą i odstawić na noc do lodówki.

Na następny dzień:
Piekarnik nastawić na 240 stopni< grzanie góra dół> lub 220 <termoobieg>.
W sporym garnku zagotować wodę z dodatkiem miodu. Kiedy woda zacznie się gotować, bajgle wyciągnąć z lodówki i ściągnąć folię spożywczą. Ostrożnie wkładać po 2- 3 bajgle< w zależności od wielkości garnka> do wody i gotować ok 1 minutę. Bajgle powinny się napuszyć. Po tym czasie wyjąć je z wody i odstawić na ściereczkę, aby przestygły. 
Na talerze wysypać ziarna, jajko roztrzepać z mlekiem. Bajgle posmarować roztrzepanym jajkiem, wziąć delikatnie do rąk i przycisnąć do ziaren stroną, którą był posmarowany jajkiem. 
Bajgle układać na blachę do pieczenia, wstawić do nagrzanego piekarnika i piec ok 15- 18 minut, aż się zarumienią.
Gotowe bajgle wyciągnąć z piekarnika i ostudzić. Następnie "Postarajmy się, aby po upieczeniu pod ręką znalazł się śmietankowy serek"; )


Więcej na temat przygotowywania domowego pieczywa znajdziesz tutaj.
Smacznego!






źródło przepisu: Książka Jeffrey'ego Hamelmana "Chleb"

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Migawkowo: grudzień- styczeń

Z telefonem w ręku #1




od lewej:
prezenty z Turcji- zawsze spoko
Anitowy prezent
gra w...pary?
sylwestrowe postanowienie: nie jeść nic w dzień, objeść się wieczorem na imprezie
krótkie włosy
świąteczna atmosfera w łóżku
mamciowy prezent
4:30 rano, Kato, idę spać. 
nowe zauroczenie- Gustav Klimt

Do lutego; *

sobota, 25 stycznia 2014

Dla fanów pesto i fety- obowiązkowy wypiek!

Chlebek drożdżowy z bazyliowym pesto i serem feta



Od dłuższego czasu zbierałam się do zrobienia takiego chlebka, który będzie miał taki kształt. Nie wiedziałam jeszcze, czy będzie to słodki czy wytrawny wypiek, chciałam jedynie, żeby wyglądał tak ładnie, jak na innych blogach, gdzie widziałam takie złożenie ciasta.
Pomysł na pesto pojawił się dosyć szybko, już kiedyś tam chciałam zrobić taki chlebek z pesto, ale jakoś zawsze ten pomysł uciekał i w rezultacie nigdy nie umiałam się zebrać, żeby go zrobić.
Teraz drożdży instant mam w domu pod dostatkiem, bo postanowiłam sobie, że zacznę piec domowy chleb. Na razie na drożdżach, ale później, jak najbardziej przymierzę się do tego strasznego, jak wielu mówi, wynalazku zwanego zakwasem. Dzisiaj robię zaczyn na jutrzejszy chleb. Mam nadzieję, że wyjdzie...
Ten chlebek jest bardzo łatwy w zrobieniu, miałam obawy co do ciasta, bo było bardzo zwarte, jednak wszystko się udało tak, jak powinno. Rozszedł się w jeden dzień, w większości za moją sprawą...: )

Chlebek drożdżowy z bazyliowym pesto i serem feta
1 duży chlebek

składniki:
-500 g mąki pszennej, najlepiej chlebowej- ja użyłam 150 g mąki żytniej i 350 g mąki pszennej typ 550, bo chlebowej jeszcze nie posiadałam; )
- 7 g drożdży instant
- 1/2 łyżeczki soli
- 2 łyżki oliwy
- 250 ml ciepłej, ale nie gorącej wody
- słoiczek bazyliowego pesto- ok 160- 170 g
- 80 g sera feta

Mąkę przesiać do miski, dodać sól i drożdże, wymieszać. Do miski wlać oliwę i powoli wlewać wodę, wyrabiając ciasto, może się okazać, że wody trzeba będzie dać mniej lub więcej. Mieszać ciasto, aż woda połączy się z sypkimi składnikami. Następnie wyrabiać <ja to robię rękami> do uzyskania gładkiego i elastycznego ciasta. W moim przypadku ciasto miało mocną i twardą strukturę, więc trochę musiałam się namęczyć.
Gotowe ciasto przełożyć do miski, przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce- w zimę najlepiej na kaloryfer, na ok 1.5 godziny, aby urosło. Ja moje ciasto robiłam wieczorem i na pierwsze wyrastanie wstawiłam je do lodówki.
Kiedy ciasto urośnie, przełożyć je na blat i pozagniatać chwilę, aby je odgazować. Następnie rozwałkować je na duży prostokąt, mniej więcej o wymiarach 60 na 50 cm, tak, żeby krótszy bok znajdował się najbliżej nas. Ciasto posmarować pesto, zostawiając boki bez nadzienia. Na pesto pokruszyć fetę. Zwijać krótszym bokiem, który znajduje się najbliżej nas w roladę. Następnie obrócić ciasto o 90 stopni, tak, aby leżało pionowo do nas. Wziąć ostry nóż i przekroić ciasto na pół, zostawiając nieprzecięty jeden koniec, aby chlebek łatwiej można było złożyć, Następnie przeplatać obie części ciasta ze sobą tak, aby zawsze na wierzchu było widać rozcięcia ciasta. Zlepić jeden i drugi koniec, aby chlebek się nie rozleciał.
Gotowy chlebek przełożyć na blachę do pieczenia, przykryć ścierką i odstawić na 30 minut.
W tym czasie rozgrzać piekarnik na 180 stopni- termoobieg.
Po 30 minutach zdjąć ściereczkę z chlebka i wstawić go do nagrzanego piekarnika. Piec ok 30 minut do zarumienienia. Ja piekłam chwilę dłużej, dlatego jest lekko spieczony z wierzchu, ale tylko dlatego, że...zapomniałam o piekarniku: )
Upieczony chlebek wyjąć z piekarnika i odstawić do wystygnięcia.
Smacznego!










czwartek, 23 stycznia 2014

Soczewica, tuńczyk i kotleciki.

Kotleciki z czerwonej soczewicy i tuńczyka z salsą ogórkowo- marchewkową i sosem miodowo- musztardowym



Te kotleciki powstały z zupełnego przypadku. Nie miałam, co zrobić z otwartą już puszką tuńczyka, więc musiałam coś wymyślić, żeby jej po prostu nie wyrzucić. Tak się złożyło, że czerwoną soczewic też w domu posiadałam. Nic nie stało na przeszkodzie, żeby sprawdzić, czy te dwa smaki będą się ze sobą komponować. Czerwona soczewica jest o tyle dobra, ze podczas gotowania bardzo szybko się rozgotowuje i jest idealna do robienia kotletów. Do tego prosta salsa marchewkowo- ogórkowa i jeden z moich faworytów- sos musztardowo- miodowy. Ten sos absolutnie mnie urzekł. Pamiętam jadłam go pierwszy raz dawno temu u mojej koleżanki, która zaserwowała nam świetną wersję sałatki Cezar, którą od tamtej pory często powtarzam w domu. Myślę, że na bloga też trafi; )

Kotleciki z czerwonej soczewicy  i tuńczyka z salsą marchewkowo- ogórkową i sosem miodowo- musztardowym
5 grubych kotlecików

składniki na kotleciki:
- 120 g suchej soczewicy
- 100 g tuńczyka z puszki
- 1 łyżka mąki ryżowej
- 2 połówki suszonych pomidorów
- 250 ml wrzątku
- sól morska, pieprz cytrynowy, czarnuszka do smaku
- 1/4 łyżeczki garam masala
- 1 liść laurowy

Do wrzątku dodać liść laurowy i wsypać soczewicę, gotować na wolnym ogniu 10 minut, aż soczewica wchłonie wodę i będzie miękka.
Suszone pomidory pokroić w drobną kostkę. Soczewice, tuńczyka, mąkę i pomidory włożyć do miski i wymieszać do uzyskania jednolitej konsystencji. Doprawić wszystko przyprawami według uznania. Zwilżyć ręce wodą i lepić kotleciki.
Na rozgrzaną patelnie z oliwą lub masłem kłaść kotleciki i smażyć do zarumienienia z dwóch stron.

składniki na salsę marchewkowo- ogórkową:
- 1 duża marchewka
- 1/2 dużego ogórka zielonego
- 4 rzodkiewki
- 1 łyżka oliwy
- 1 łyżka soku z cytryny
- sól, pieprz

Marchewkę obrać i pokroić w drobną kostkę. Ogórka przekroić wzdłuż, następnie znowu na pół. Małym nożem wyciąć pestki, pokroić w drobną kostkę. Rzodkiewkę również pokroić w drobną kostkę.
Wszystkie składniki dobrze wymieszać ze sobą, przyprawić solą i pieprzem.

składniki na sos musztardowo- miodowy:
- 1  łyżka miodu płynnego
- 1 łyżka musztardy< ja użyłam delikatesowej>
- 1 łyżka śmietany 12%
- 1 łyżka soku z cytryny
- 1 łyżeczka oliwy z oliwek

Wszystkie składniki wymieszać ze sobą do uzyskania jednolitej konsystencji i koloru.

Na talerz ułożyć salsę, na nią położyć kotleciki, wszystko polać sosem.
Smacznego!







wtorek, 21 stycznia 2014

Francuska wersja leniwych

Quenelles z sosem pomarańczowym i bitą śmietaną



Na quenelles trafiłam zupełnie przypadkiem, przeglądając jakąś stronę z 40 najpopularniejszymi francuskimi daniami. Tam quenelles były podane w zupie. Postanowiłam, że muszę ich spróbować, bo nasze polskie leniwe bardzo lubię, więc może i francuskie podbiją moje serce.
Sos pomarańczowy nie jest tu przypadkowo, bo bardzo kojarzy mi się, pewnie za sprawą klasycznych Suzette, z Francją. Byłam bardzo ciekawa, jak smakują owe francuskie kluseczki, ale nie zawiodłam się. Są bardzo smaczne, niesłodkie, mączne, o tej specyficznej gumowo- twardej strukturze leniwych. Sos pomarańczowy i bita śmietana świetnie tu pasują. Nic nie jest za słodkie, ani za kwaśne.
Quenelles w takiej bardziej eleganckiej wersji powinno się formować dwoma łyżkami, uzyskując charakterystyczny wygląd.
Zdecydowanie polecam Wam francuską odmianę leniwych, tak dla... odmiany: )

Quenelles z sosem pomarańczowym i bitą śmietaną
1 duża porcja*

składniki na sos:
- 250 ml świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy
- 40 g masła
- 50 g cukru
- laska cynamonu

Wszystkie składniki dodać do rondla. Sos gotować na średnim ogniu ok 15- 20 minut aż zgęstnieje. Sos należy mieszać od czasu do czasu, aby się nie przypalił

składniki na quenelles:
- 100 g mąki pszennej
- 75 ml wody
- 75 ml mleka
- 35 g masła
- 2 jajka
- bita śmietana do podania
- 1 wyfiletowana pomarańcza**

Wodę, mleko i masło dodać do rondelka, całość zagotować. Kiedy zawartość garnka będzie się gotować zmniejszyć ogień i powoli wsypać mąkę, cały czas mieszając trzepaczką lub drewnianą łyżką, aby nie porobiły się grudki. Mieszać do momentu, kiedy ciasto będzie odchodzić od ścianek rondelka i zacznie tworzyć kulę. Zdjąć z ognia i odczekać chwilę. Następnie do ciasta dodawać po jednym jajku, intensywnie mieszając po każdym dodaniu, aby jajko całkowicie wymieszało się z ciastem.
Ciasto położyć na omączony blat, podzielić na pół. Każdą połówkę ciasta rolować na wałek o średnicy ok 1.5 cm, następnie tępym nożem odcinać kawałki klusek- jak przy zwykłych leniwych.
W sporym garnku zagotować wodę. Do gotującej się wody wrzucić quenelles, kiedy wypłyną na wierzch gotować jeszcze pół minuty. Następnie przełożyć na talerz łyżką cedzakową. polać sosem, ułożyć pomarańczę na wierzchu i udekorować sporą łyżką bitej śmietany.
Smacznego!

* Kluseczek wychodzi tyle, ile na zdjęciu, są malutkie, takie "na raz".
** Filetowanie pomarańczy polega na odcięciu od niej góry i dołu, następnie nożem, najlepiej z piłką, jeśli pomarańcza ma twardą skórkę, odcinaniu skórki od góry do dołu, tak aby odciąć też białą część. Następnie pomarańczę pokroić na "ósemki".




źródło przepisu na quenelles: klik klik

niedziela, 19 stycznia 2014

Jednogarnkowe, kurczakowe i pomarańczowe.

Casserole z kurczakiem w sosie pomarańczowym z karmelizowaną cebulą i pieczarkami



Jak wiecie uwielbiam dania jednogarnkowe. To było niejakim eksperymentem z mojej strony, a może raczej powinnam to nazwać sprawdzeniem smaków. Pomarańcze i kurczak. Kiedy powiedziałam mojej rodzinie, co będzie na obiad, skrzywili się. Słodki sok pomarańczowy z kurczakiem? Nieee, to nie może być dobre, Ponadto u mnie w domu nie lubi się połączenia mięsa i słodkiego- oczywiście ja takie połączenia bardzo lubię, no ale nie będę robić tylko dla siebie schabu ze śliwką na przykład. Choć, kiedy naprawdę mam już ochotę na takie połączenia, staram się wybierać coś, co mogłoby im zasmakować.
Wbrew ogólnemu przekonaniu to połączenie okazało się fantastyczne, a sos pomarańczowy za sprawą karmelizowanej cebuli i samego mięsa nie jest słodki, a bardzo delikatny i jedwabisty. Nie tylko ja byłam zachwycona, bo ku zdziwieniu moich bliskich, okazało się, że takie połączenie również im bardzo smakuje.
Mięso jest bardzo soczyste, a ta karmelizowana cebula...pycha!
Od tego czasu stwierdziłam, że częściej będę poddawać próbie łączenia słodkiego z mięsem kubki smakowe moich bliskich; )

Casserole z kurczakiem w sosie pomarańczowym z pieczarkami i karmelizowaną cebulą
4 porcje

składniki:
- 4 ćwiartki z kurczaka- już obrane z błon- nie obierać ze skórki!
- 2 cebule
- 500 ml soku pomarańczowego
- 250 ml bulionu drobiowego
- 250 g małych pieczarek
- 2 łyżki mąki kukurydzianej
- 1 łyżka< 30 g> masła
- 3 ząbki czosnku
- sól i pieprz do smaku
- oliwa do smażenia
- kilka gałązek tymianku

Pieczarki obrać i pokroić na pół lub w ćwiartki, jeśli są większe. Cebulę pokroić w piórka a czosnek jedynie obrać- naciskając delikatnie nożem na czosnek. Skórka powinna sama odejść. Mięso przyprawić solą i pieprzem.
W naczyniu żaroodpornym lub na patelni rozgrzać oliwę i przysmażyć mięso, aż nabierze rumianych barw, odstawić.
W naczyniu żaroodpornym roztopić masło, wrzucić cebulę i smażyć na małym ogniu aż będzie złocista i miękka. Zajmie to około 15- 20 minut.
Nastawić piekarnik na 180 stopni.
 Kiedy cebula będzie złocista dodać do niej mąkę i smażyć aż mąka połączy się z cebulą i wszystko zacznie się "kleić"- ok 1- 2 minut. Następnie wlać sok pomarańczowy i bulion, gotować przez chwilę.
Do naczynia dodać pieczarki, czosnek i ułożyć kurczaka skórką do góry, najlepiej aby wystawała znad sosu- przyrumieni się podczas pieczenia i będzie bardziej chrupiąca. Na wierzchu rozłożyć gałązki tymianku. Całość doprowadzić do wrzenia.
Po tym czasie włożyć naczynie do piekarnika i całość piec ok godziny. Następnie wyjąć i podawać. Ja postanowiłam podać kurczaka z ryżem.
Smacznego!








źródło przepisu z moimi zmianami: klik klik

czwartek, 16 stycznia 2014

Egzotyczna granola

Granola egzotyczna- z kandyzowaną papają, ananasem i suszonym kokosem



Od tej granoli jestem uzależniona. Przede wszystkim dlatego, że zawiera suszony kokos, w którym jestem zakochana. Odkąd pojawił się w jednym z supermarketów w Polsce, kupuję go nałogowo i dodaję do każdego słodkiego śniadania. Poza tym domowe granole są dla mnie najlepsze pod słońcem. Bardzo chrupiące, twardsze niż te sklepowe, bez żadnych ulepszaczy i przede wszystkim z mnóstwem dodatków. A wiadomo, jak to z granolami kupnymi bywa, żeby doprosić się o kawałek ananasa, czy jakiegokolwiek innego owocu, który niejako powinien się tam znajdować, jest ciężko. Ponadto dodatek mleczka kokosowego sprawia, że granola ma cudowny zapach i smak. Dlatego od pewnego czasu, robię samodzielnie granolę i nie zamierzam zmieniać tego przyzwyczajenia; )

Granola egzotyczna- z kandyzowaną papają, ananasem i suszonym kokosem
duży 2- litrowy słoik

składniki:
- 500 g płatków owsianych górskich
- 1 białko jaja
- 100 ml mleczka kokosowego
- 5 łyżek miodu
- 100 + 50<opcjonalnie> g suszonego kokosa w kostce
- 100 g kandyzowanej papai
- 100 g kandyzowanego ananasa
- 100 g słonecznika łuskanego

Nastawić piekarnik na 180 stopni <grzanie góra- dół>.
Do miski wsypać płatki owsiane i słonecznik, odstawić. Miód rozpuścić w rondelku, dodać mleczko kokosowe i wymieszać, wlać do płatów owsianych i wymieszać. Do granoli dodać białko jaja i ponownie wymieszać.
Granolę rozłożyć na blachę do pieczenia wyłożoną papierem do pieczenia. Wstawić do piekarnika i piec 10 minut bez mieszania, następnie obniżyć temperaturę do 160 stopni i piec jeszcze 30- 40. minut w zależności od tego, jak bardzo zarumienioną granolę lubicie. W trakcie pieczenia, zamieszać ją parę razy, aby równomiernie się przypiekła.
Pod koniec pieczenia- ok 3 minut przed końcem na granolę rozsypać 100 g suszonego kokosa i pozwolić mu się roztopić trochę na płatkach. Granolę wyjąć po tym czasie i wymieszać<najlepiej ręką>, aby płatki owsiane i słonecznik przylepiły się do roztapiającego się kokosa- uwaga, granola jest gorąca, więc należy uważać!. Po wystygnięciu granoli kokos stwardnieje.
Kiedy granola całkowicie wystygnie dodać kandyzowane owoce i opcjonalnie 50 g suszonego kokosa- ja dodałam, więc było go w granoli sporo.
Przechowywać w szczelnie zamkniętym słoiku.
Smacznego!












wtorek, 14 stycznia 2014

Syrop czekoladowy, jaki pamiętam z dzieciństwa

Syrop czekoladowy



To był pierwszy przepis z ogromnej "Złotej księgi czekolady". Ogólnie rzecz biorąc zawsze zachwycałam się tą książką, bo jest w niej nagromadzonych tyle czekoladowych wspaniałości, że naprawdę ciężko się zdecydować na to, co zrobić, jako pierwsze. A pożyczyła mi ją Karolina, pamiętam, jak tachałam ją do domu w plecaku, czując ją na plecach doskonale, ale będąc zachwycona, że w końcu mogę z niej trochę skorzystać. Mina mi trochę zrzedła, kiedy bezy z przepisu miały piękne kształty, ale były za twarde, brownie rozpadało się przy krojeniu i w rezultacie musiałam zrobić co innego< o czym będzie kiedy indziej>. Zdecydowanie muszę pokombinować jeszcze z innymi przepisami, bo na pewno są przepisy, które mi wyjdą.
Takim przepisem był właśnie ten syrop czekoladowy, jest PRZEPYSZNY. Dokładnie taki, jaki zawsze mi smakował, kiedy jadłam lody w lodziarni polane cudownym sosem czekoladowym. Jest niezastąpiony do gorącej czekolady, naleśników, placków, ciast, do czego tylko chcemy właściwie. Ma mocny, kakaowy smak, jest gęsty i po prosty pyszny.
Zdecydowanie Wam polecam!

Syrop czekoladowy
buteleczka o pojemności 200 ml

składniki:
- 150 g cukru
- 50 g cukru waniliowego
- 45 g kakao
- 150 g wody

Obydwa rodzaje cukru wsypać do rondla, dodać wodę i gotować na średnim ogniu aż cukier się roztopi i syrop zacznie bulgotać- ok 5 minut. Część syropu przelej do kakao, cały czas mieszając do uzyskania pasty. Następnie wlewać powoli resztę syropu. Postawić ponownie na ogniu i pogotować chwilę. 
Syrop zdjąć z ognia, przelać do czystej buteleczki i szczelnie zamknąć, przechowywać w temperaturze pokojowej.
Smacznego!






źródło przepisu: zmodyfikowany przeze mnie przepis ze "Złotej księgi czekolady"

niedziela, 12 stycznia 2014

Bardzo kajmakowy prezent urodzinowy.

Ciasto kajmakowe z kremem kajmakowym, marsem i sosem kajmakowym< bez pieczenia>



To ciasto miało być całe kajmakowe. Robiłam je dla mojego przyjaciela na urodziny, który bardzo przepada za kajmakiem. Kiedy zapytałam się go, jakie ciasto by chciał, odpowiedział "z kajmakiem". Postanowiłam zrobić najbardziej kajmakowe ciasto, takiego, którego na pewno nie jadł. 
Nie będzie przesadą, jeśli powiem, że ciasto jest słodkie. Jest bardzo słodkie. Mały kawałek wystarczy i człowiek jest zalepiony do końca imprezy. Ale moim zdaniem i zdaniem znajomych, a także solenizanta ciasto jest bardzo dobre. 
Fani kajmaku będą naprawdę zachwyceni!

Ciasto kajmakowe z kremem kajmakowym, marsem i sosem kajmakowym
tortownica o śr. 16 cm

składniki:
puszka masy kajmakowej- 400g < u mnie gotowane przez 2.5 godziny mleko skondensowane słodzone>

składniki na spód:
- 150 g biszkoptów w kształcie kółek
- 60 g masła
- 3 duże łyżki kajmaku- 150 g

Biszkopty rozdrobnić na piasek w blenderze. Masło roztopić, ciepłe wlać do biszkoptów i dodać kajmak. Wszystko wymieszać do uzyskania mokrego ciasta. 
Dno i boki tortownicy natłuścić i wyłożyć papierem do pieczenia. Do tortownicy przełożyć ciasto i wylepić nim dno i boki. Wstawić do lodówki. Ciasto będzie miało zwartą i wilgotną strukturę- takie ma być. Kiedy będzie schłodzone, nie będzie kruszące się.

składniki na krem:
- 200 g śmietanki kremówki 36%
- 250 g mascarpone- ja dałam 200 g, ale tylko dlatego, że tyle miałam; )
- 200 g kajmaku
- 1 mars

Marsa pokroić na kawałki. Śmietankę ubić na sztywno. Mascarpone wymieszać z kajmakiem, następnie wmieszać bitą śmietanę i pokrojonego marsa.

składniki na wierzch i sos:
- 2 marsy
- 1 łyżka kajmaku
- 2 łyżki mleka

Marsa pokroić na kawałki. Kajmak gotować razem z mlekiem do uzyskania płynnej konsystencji. Sos przygotować na chwilę przed podaniem.

Spód ciasta wyciągnąć z lodówki, na niego wyłożyć krem kajmakowy i wstawić ponownie do lodówki na przynajmniej 2 godziny. Po wyjęciu z lodówki odpiąć obręcz tortownicy, delikatnie usunąć papier do pieczenia. Udekorować marsami i polać sosem kajmakowym, Ciasto podawać od razu po wyjęciu z lodówki.
Smacznego!












Na dzisiaj cudowny David Lynch i Xavier Dolan; )

piątek, 10 stycznia 2014

Polentowe ciasto i cytrusy

Ciasto pomarańczowo- cytrynowe z polentą



To ciasto chciałam zrobić od razu, po obejrzeniu programu "Wyprawy po przyprawy". Byłam bardzo ciekawa, jak polenta sprawuje się w słodkich wypiekach, bo jako, że jadłam ją tylko na wytrawnie, nie mogłam przejść obok tego przepisu obojętnie. Przepis mocno zmodyfikowałam, bo nie miałam składników i ogólnie rzecz biorąc miałam na nie trochę inną wizję.
Ciasto ma bardzo charakterystyczną strukturę- jest chrupiące, za sprawą rzeczonej polenty. Mnie taka struktura bardzo odpowiadała, lubię takie ciasta. Poza tym jego smak jest odmienny od wszystkich ciast, jakie do tej pory jadłam. Jest przyjemnie słodkie, ale nie za bardzo, pomarańcze nadają mu wilgotności i nowego charakteru, a cytryny w syropie moim zdaniem są ukoronowaniem ciasta. Ponadto ciasto nie jest suche, faktycznie, jest bardzo dobre do herbaty, ale spokojnie można je zjeść bez niej: )
Ciasto jest warte zrobienia, bo jest inne niecodzienne, o specyficznej strukturze, która na pewno nie trafi do każdego, jednak warto się o tym przekonać na własnej skórze; )

***
Zmiany. A jeśli zmiany, to od ostatniego czasu zauważyłam, że na pierwszy ogień zawsze idą włosy. I tak jest też teraz. Nigdy nie miałam tak krótkich włosów. Ale jestem zadowolona, bardzo zadowolona: )

Ciasto pomarańczowo- cytrynowe z polentą
tortownica o śr. 21 cm

składniki:
- 120 g miękkiego masła
- 180 g cukru
- 140 g kaszki kukurydzianej- polenty
- 3 jajka
- 100 g mąki żytniej
- 40 g mąki kukurydzianej
- 1 łyżeczka cynamonu
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 2 pomarańcze
- skórka z jednej pomarańczy

Piekarnik nastawić na 180 stopni- termoobieg
Pomarańcze wyfiletować- odciąć górę i dół owocu, a następnie, najlepiej nożem z piłką odkrajać skórkę, razem z białą częścią od góry do dołu. Pomarańcze pokroić w kostkę, odcisnąć nadmiar delikatnie nadmiar soku, odstawić.
Polentę, mąkę żytnią, mąkę kukurydzianą, proszek do pieczenia, cynamon oraz skórkę pomarańczową wymieszać w misce, odstawić. 
Masło utrzeć w misce z cukrem na jasny puszysty krem. Dodawać po jednym jajku, dobrze miksując po dodaniu każdego. Do masy wsypać suche składniki i wymieszać do połączenia. Dodać pokrojone pomarańcze i zamieszać jeszcze chwilę.
Dno tortownicy wyłożyć papierem do pieczenia, boki wysmarować masłem. Na spód tortownicy wyłożyć cytrynki, następnie ostrożnie wylać na nie ciasto, wyrównać i wstawić do nagrzanego piekarnika. Piec ok 50- 60 minut do suchego patyczka. 
Po wyjęciu z piekarnika poczekać do ostudzenia, następnie zdjąć obręcz. Duży talerz położyć na cieście i szybko odwrócić ciasto, aby spód z cytrynkami był teraz wierzchem ciasta. Zdjąć dno tortownicy i bardzo ostrożnie papier do pieczenia. Podany z przeróżnymi syropami smakuje cudownie, np z dyniowym lub cynamonowym
Smacznego!


Do przepisu wykorzystałam te cytrynki w syropie rumowym z cynamonem. Wystarczyło mi ich akurat do ciasta, więc nie próbowałam ich w herbacie. Mogę jednak powiedzieć, że w cieście mnie zachwyciły, nie były kwaśne, nadawały ciastu świetnego aromatu, a skórka w ogóle nie była gorzka, choć oczywiście trochę twardawa. Nie mniej jednak uważam, że bez nich ciasto nie miałoby takiego charakteru. 










inspiracja: klik klik
Kolor żółty