środa, 27 maja 2015

Tęczowy "Petal cake"- krok po kroku

Tęczowy tort płatkowy- petal cake




Od dawna kusiło mnie, żeby spróbować zrobić tort, którego ozdobię właśnie w taki sposób. Ostatnio nadarzyła się świetna okazja, ponieważ moja znajoma z pracy poprosiła mnie o zrobienie tortu dla jej córki na urodziny. Pomyślałam, że okazja, dla której mam tak ozdobić tort jest idealna, bo które dziecko nie lubi kolorowych tortów?; )
Zrobienie takiej dekoracji wcale nie jest trudne, uwierzcie mi, poszło mi to szybko i zgrabnie, wystarczy chwila cierpliwości i skupienia, żeby nie zgubić się w kolorach: )

Tęczowy tort płatkowe- "petal cake"

Co będzie potrzebne?
- gotowy tort, przełożony masą i posmarowany po bokach oraz na wierzchu cienką warstwą kremu maślanego- mój tort miał średnicę 18 cm
- krem maślany- użyłam proporcji z tego przepisu. Kremu wystarczy na całe jego ozdobienie, góry również. Ja nie ozdabiałam wierzchu, ponieważ tam był przylepiony opłatek
- 6 worków cukierniczych- najlepiej tych jednorazowych
- 6 barwników w kolorze tęczy, czyli czerwony, pomarańczowy, żółty, zielony, niebieski oraz fioletowy- ja użyłam barwników w proszku.
- łyżeczka
- cierpliwość

1. Przygotuj krem maślany, następnie rozdziel go do 6 miseczek( zostaw trochę niepokolorowanego kremu do wysmarowania tortu). Do każdej z nich dodaj odrobinę innego barwnika i zabarw masę. Krem przełóż do worków cukierniczych, następnie odetnij koniec, aby powstałą dziurka o średnicy ok 1- 1.5 cm

 2. Przygotuj ciasto. Tort wysmaruj cienką warstwą białego kremu maślanego.

3. Zacznij dekorowanie. Od góry rozpocznij wyciskanie kremu na tort, zaczynając od koloru czerwonego, poniżej wyciśnij kropkę kremu pomarańczowego, żółtego, zielonego, niebieskiego a na końcu fioletowego.

4. Weź łyżeczkę i jej wypukłą częścią rozmaż krem w jeden bok. Ja jestem leworęczna, więc mnie łatwiej rozmazywać krem w lewo.

5. Kolejne kropki z masy rób tam, gdzie kończy się roztarty krem. Kiedy na dole jest kolor fioletowy, pierwszym kolorem w drugim rzędzie będzie właśnie fioletowy, następnie czerwony, pomarańczowy i tak dalej. Zawsze kolejny rząd rozpoczyna kolor, który w poprzednim był na samym końcu. W ten sposób kolory ładnie będą się przeplatać

6. Kontynuuj rozmazywanie kropek. Pamiętaj, aby nie robić tego zbyt lekko, ponieważ krem nie rozmaże się dobrze. Za każdym razem, kiedy rozmazujecie inny kolor, łyżeczkę należy przetrzeć ręcznikiem papierowym, aby nie zostawiła śladu na innym kolorze.

7. Na samym końcu wyciśnij tylko krem, aby zakryć białe tło i nie rozmazuj go.

 8. A tak wygląda gotowy tort; ) Efekty zachwycenia gwarantowany: )


poniedziałek, 25 maja 2015

Odwrócone ciasto rabarbarowo- truskawkowe

Odwrócone ciasto rabarbarowo- truskawkowe



Gdyby ktoś zapytał mnie za co lubię wiosnę, odpowiedziałabym bez wahania: za bez, za zielono- żółte łąki, za maj, za szparagi, za truskawki i za rabarbar. Wiosna o taka pora roku, gdzie nawet najmniejszy promyk słońca cieszy oko, a pachnące w końcu prawdziwością warzywa i owoce kuszą każdego dnia na straganach. I pomimo że początek wiosny nie jest dla mnie zbyt przychylny, nadal uważam, że jest chyba najpiękniejszą porą roku, w której zdarzają się rzeczy niemożliwe, a to chyba od tego wiosennego zapachu, który mami nasze zmysły; )
To ciasto nie wymaga od nas zbyt wiele, jest raczej z tych, które przyjemnie zrobić na niedzielne popołudnie. Oczywiście największe pochwały otrzymują owoce, które z jednej strony zatopione są w cieście, a z drugiej oblepione są przepysznym sosem karmelowym, który łącząc się podczas pieczenia z sokami owocowymi tworzy coś w rodzaju bonusowej polewy. Lubię takie ciasta, proste, niewymuszone, takie ciepłe w swoim charakterze. Najlepsze.

Odwrócone ciasto rabarbarowo- truskawkowe
tortownica o średnicy ok 20- 22 cm

składniki na ciasto:
- 200 g mąki pszennej
- 2 jajka
- 125 g masła
- 150 g cukru
- 125 ml mleka
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 1/2 łyżeczki sody

Suche składniki przesiać i wymieszać w misce. Masło utrzeć z cukrem na jasny i puszysty puch, następnie oddawać do masy po jednym jajku, ciągle miksując do całkowitego połączenia składników. Następnie na małych obrotach miksera dodawać naprzemiennie suche i mokre składniki zaczynając i kończąc na suchych. Składniku wymieszać lub miksować tylko do połączenia. Kiedy masa będzie gotowa wyłożyć nią tortownicę, w której znajdują się owoce( patrz przepis poniżej).

składniki na wierzch:
- ok 300 g truskawek
- 3 łodygi rabarbaru
- 100 g cukru trzcinowego
- 50 g masła
- garść płatków migdałowych

Piekarnik nastawić na 190 stopni- grzanie góra- dół.
Dno tortownicy wyłożyć papierem do pieczenia, boki wysmarować masłem. Do tortownicy wsypać cukier i rozprowadzić go po całym dnie, następnie oddać kawałki masła i wstawić do piekarnika na par minut, aby masło i cukier mogły się roztopić. W międzyczasie pokroić truskawki na grubsze plasterki a rabarbar w kostkę. Kiedy cukier z masłem się roztopi wyjąć tortownicę i wyłożyć dno owocami- ja zrobiłam to dosyć starannie, kładąc plasterki obok siebie, tak, aby zachodziły na siebie, a pomiędzy rzędami wkładając rabarbar. Można jednak po prostu wymieszać owoce ze sobą i wyłożyć nimi dno. 
Na owoce wyłożyć ciasto( będzie gęste) i wyrównać. Wstawić do nagrzanego piekarnika i piec 15 minut w 190 stopniach, następnie zmniejszyć temperaturę do 180 i piec kolejne 35 minut. Po upieczeniu ciasto wystudzić, następnie zdjąć boki tortownicy, położyć talerz lub paterę na ciasto i odwrócić do góry nogami, aby owoce znajdowały się na górze. Zewnętrzne krawędzie ciasta ozdobić płatkami migdałowymi.
Ciasto fantastycznie smakuje z kleksem gęstego jogurtu naturalnego.
Smacznego!





niedziela, 24 maja 2015

Parę godzin w Poznaniu


To nie będzie post o tym, co można w Poznaniu zwiedzić, bo miałam za mało czasu, aby ogarnąć w całości miasto, pojechałam tam tak naprawdę w innym celu niż zwiedzanie i z całego weekendu zostało mi parę godzin, aby przejść się ulicami miasta, w spokoju robiąc zdjęcia i rozkoszując się atmosferą miejsca. Poznań bowiem na pierwszy rzut oka bardzo przypomina mi Wrocław- ten sam styl budownictwa, niemal identyczne wrażenie tego, że na każdym kroku są studenci, turyści i ten wszechobecny relaks. Pomimo tego, że na zwiedzenie Poznania miałam mało czasu byłam nim oczarowana. Miasto tętni życiem, na każdym kroku można znaleźć coś ciekawego i przykuwającego uwagę. Mnóstwo kawiarni, knajp, pubów, restauracji- dosłownie wszystko, czego zapragniecie. Najbardziej jednak podobała mi się ta atmosfera niewymuszonej tolerancji, tego, że nikt nie patrzył na nikogo krzywym okiem, myśląc pod nosem niestworzone historie.
Wieczorem miasto budziło się na nowo, tłumy ludzi chcących trochę "pożyć" i zapomnieć o zmartwieniach dnia codziennego. Nie jestem w stanie powiedzieć, jak to jest trochę dalej od ścisłego centrum, jednak w okolicach rynku, żeby znaleźć miejsce dla ok 6 osób na piwo trzeba się albo mocno naszukać albo poddać i iść na szybkiego shota do Pijalni: ))
Wiem, że do Poznania wrócę, tym razem zwiedzając miasto o wiele bardziej szczegółowo niż ostatnio i wtedy będę miała dla Was przewodnik po mieście. Teraz jednak mam dla Was parę migawek, które udało mi się zrobić, wśród nich cudowna tarta z krewetkami i równie pyszny chłodnik, rogal, którego nie można było nie kupić, magiczny rynek i szczypta zauroczenia, do Poznania rzecz jasna; )
Częstujcie się; )
















piątek, 22 maja 2015

Słony chlebek kukurydziano- gryczany ze szparagami i suszonymi pomidorami

Chlebek kukurydziano- gryczany ze szparagami, suszonymi pomidorami i fetą



Od dawna miałam ochotę na taki słony chlebek. Bardzo często robię słone muffiny, ale chlebka chyba jeszcze nie miałam okazji robi (a przynajmniej nie pamiętam, żeby robiła;D No dobra oprócz drożdżowego z pesto, ale to co innego; D) Muszę przyznać, że sama zjadłam właściwie cały, nie mogłam się powstrzymać, żeby nie ukroić sobie kawałka, kiedy sobie o nim przypominałam. Mnie smakował bardzo, mogłabym codziennie na śniadanie mieć taki chlebek i jeść go z kremowym serkiem, choć smak ma specyficzny ze względu na mąki, które użyłam. Szparagi są tutaj ciekawym urozmaiceniem, ale uwaga! Dodajcie je tylko wtedy, kiedy naprawdę za nimi przepadacie, bo niby nie ma ich dużo a jednak ich smak przewija się właściwie w każdym kęsie. Postanowiłam też pokombinować z mąkami i wymieszałam te, na które akurat wtedy miałam ochotę. Wyszło smacznie, wyszło miękko i wyszło bardzo żółto; )

Chlebek kukurydziano- gryczany ze szparagami, suszonymi pomidorami i fetą
keksówka os dł. 20 cm

składniki:
- 100 g mąki kukurydzianej
- 50 g mąki pszennej luksusowej
- 50 g mąki gryczanej
- 50 g mąki owsianej
- 2 duże jajka
- 125 ml mleka
- 8 połówek suszonych pomidorów z zalewy
- 60 g fety
- 250 g szparagów
- 100 ml oleju rzepakowego
- pół pęczka natki pietruszki
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 1 łyżeczka sody oczyszczonej
- 1/2 łyżeczki suszonego oregano
- 1/2 łyżeczki suszonej bazylii
- sól i pieprz
- garść pestek z dyni

Piekarnik nastawić na 180 stopni- grzanie góra- dół.
Szparagi gotować w gotującej i osolonej wodzie przez ok 3- 4 minuty, aby zmiękły, ale nadal pozostały chrupiące i jędrne. Pomidory pokroić w grube paski. 
Mąki, proszek do pieczenia, sodę i przyprawy wymieszać w misce. W osobnej misce połączyć jajka, mleko i olej, następnie dodać pokruszoną fetę i wymieszać jeszcze raz. Mokre składniki połączyć z suchymi, dodać pomidory, pestki z dyni i wymieszać do połączenia.
Od szparagów odciąć główki. Do keksówki nałożyć połowę masy, następnie ułożyć w 4 liniach szparagi, przykryć drugą połową ciasta a na wierzch dodać główki szparagów i pokrojone w dłuższe paski szparagi. 
Tak gotowe ciasto włożyć do nagrzanego piekarnika i piec ok 35- 45 minut do suchego patyczka- ja piekłam 40.
Po upieczeniu wystudzić.
Smacznego!






środa, 20 maja 2015

Pomarańczowe ricotta hotcakes z rozmarynem

Pomarańczowe ricotta hotcakes z rozmarynem



Zawsze kiedy jem ricotta hotcakes mam wrażenie, że jestem w totalnie innym świecie- tak dosłownie. Są to jedne z moich ulubionych placków, a powodów, żeby tak sądzić mam kilka. Po pierwsze, bo placki- sam fakt, że to są placki stawiają je wyżej niż resztę śniadaniowych przepisów. Jestem trochę uzależniona od placuszków i zawsze pochłaniam je w tempie tak szybkim, że nawet sama nie wiem, kiedy je zjadłam.. Po drugie, bo z ricotty- uwielbiam ten ser, jest delikatny, lekko słodki i ma mnóstwo zastosowań nie tylko do słodkich, ale też do słonych dań. Po trzecie, bo są tak delikatne, że mam wrażenie, jakbym jadła chmurę. Po czwarte, bo są po prostu pyszne. Dodatkowo w tych plackach połączenie pomarańczy i rozmarynu okazało się strzałem w dziesiątkę. Pomarańcza nadaje orzeźwienia a rozmaryn leśnego posmaku. Nic tylko iść do kuchni i zrobić je jeszcze raz; )

Pomarańczowe ricotta hotcakes z rozmarynem
ok 8- 10 placuszków

składniki:
- 65 g mąki pszennej luksusowej
- 1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
- 1 łyżka miodu
- 50 ml mleka
- 40 ml soku pomarańczowego( ze świeżej pomarańczy najlepiej)
- 2 jajka
- 150 g ricotty
- skórka z ok 1.2 pomarańczy, drobno posiekana
- szczypta soli
- 1/2- 1 łyżeczki posiekanego drobno świeżego rozmarynu

Białka oddzielić od żółtek. Do żółtek dodać sok i mleko, wymieszać do połączenia. Następnie dodać ricottę i ponownie wymieszać do połączenia składników. Dodać wszystkie suche składniki, łącznie ze skórką z pomarańczy i rozmarynem i wymieszać. Białka ubić na sztywną pianę ze szczyptą soli i dodawać partiami do masy, delikatnie mieszając, aby nie zniszczyć piany. 
Placuszki smażyć z obydwu stron do napuszenia i zrumienienia na małym ogniu.
Smacznego!





poniedziałek, 18 maja 2015

Mini bagietki żytnie na zakwasie

Mini bagietki żytnie na zakwasie



Po króciutkiej przerwie związanej z moim wyjazdem do Poznania( o którym być może powstanie post;)) witam Was nowym i cudownym przepisem na pieczywo: ) Te mini bagietki upiekłam z racji pewnego przepisu, jaki wymyślił mi się w głowie. Były one bowiem składnikiem potrawy, o której opowiem Wam jednak kiedy indziej- doza tajemniczości musi być zachowana; ))
Bagietki są cięższe od tradycyjnych, oczywiście ze względu na wykorzystane maki i zakwas, który ewidentnie czyni je bardziej złożonymi. Najlepsze są zdecydowanie w dniu pieczenia, w następne dni warto je podgrzać lub zrobić z nich przepyszne grzanki- wypróbowane: )

Mini bagietki żytnie na zakwasie
ok 5 mini bagietek

składniki na zaczyn:
- 100 g mąki żytniej razowej
- 65 g wody
- 50 g aktywnego zakwasu żytniego

Wszystkie składniki połączyć w misce, przykryć szczelnie i odstawić na całą noc.

składniki na bagietki:
- 200 g mąki żytniej jasnej
- 100 g mąki pszennej chlebowej
- 100 g mąki pszennej pełnoziarnistej
- 1 łyżeczka miodu
- 1 łyżka oliwy
- 10 g soli
- 350 g wody

Wszystkie składniki połączyć ze sobą w misce i wyrabiać przez ok 5 minut- ciasto będzie klejące. Wyrobione ciasto przełożyć do miski, przykryć ściereczką i odstawić do wyrośnięcia na ok 3 godziny w ciepłe miejsce.
Po tym czasie ciasto wyjąc z miski i przełożyć na dobrze omączony blat- ciasto nadal będzie luźne. Z ciasta formować ok 5 bagietek, przełożyć je na blachę do pieczenia wyłożoną papierem do pieczenia. Pomiędzy bagietkami powinny być albo fałdy zrobione z papieru do pieczenia albo powinny znajdować się ściereczki. Tak ułożone bagietki odstawić na kolejną godzinę do wyrośnięcia. 
W międzyczasie nastawić piekarnik na 230 stopni- grzanie góra- dół.
Kiedy bagietki będą gotowe naciąć je oraz wsadzić do nagrzanego piekarnika i piec ok 17- 20 minut do wyrośnięcia i zrumienienia.
Po upieczeniu ostudzić.
Smacznego!




piątek, 15 maja 2015

Z cyklu poznajemy smaki wschodu: Pomidorowo- kokosowe curry z pieczonym bakłażanem i botwinką

Pomidorowo- kokosowe curry z pieczonym bakłażanem i botwiną



Kiedyś unikałam botwinki, ale nie pytajcie mnie dlaczego- nie mam zielonego pojęcia. Po prostu nie czułam potrzeby, by ją kupować. Na szczęście do czasu. Kiedyś tam, w pewnej mniej więcej odległej przeszłości jadłam chłodnik z botwiny- klasyka wiosny. Byłam dosyć sceptycznie nastawiona, bo... zimna zupa? Nie do końca mi to odpowiadało. Ale, jak to zwykle bywa życie i smaki potrafią zaskakiwać i oczywiście zakochałam się z chłodniku i przy okazji w botwinie. W tym roku postanowiłam przemycić ją gdzieniegdzie do swoich przepisów i, jak na razie idzie mi nieźle; ) 
Tym razem zrobiłam z jej dodatkiem fantastyczne curry. Uwielbiam ten rodzaj dania, bo można przy nim puścić wodzę fantazji i eksperymentować,  co za tym idzie- doświadczać. Druga sprawa- pieczony bakłażan. Pieczony bakłażan jest najlepszą formą bakłażanu, jaką mogę sobie wyobrazić. No dobra, możecie zapytać "a co z tym grillowanym!? Przecież też jest pyszny!" Owszem jest, ale nic nie przebije pieczonego bakłażana tylko z solą, pieprzem i oliwą. Nic więcej, ale uwierzcie smak jest niesamowity. 
Połączenie tego wszystkiego w jednym daniu wydało mi się dosyć interesujące, dlatego rozmyślania stały się czynem i oto jest- pyszne curry z odrobiną wiosny: )

ps. Zostawiam Was na weekend i wybywam do Poznania na pomajówkowy relaks; ) Macie jakieś miejsca szczególnie godne zobaczenia??: )

Pomodorowo- kokosowe curry z pieczonym bakłażanem, botwinką i zielonym groszkiem
ok 3- 4 porcje

składniki:
- 2 bakłażany- niezbyt duże
- 1 puszka pomidorów krojonych
- 400 ml mleczka kokosowego
- 150 g groszku mrożonego
- 1 pęczek botwiny z małymi buraczkami
- 2 cm kawałek imbiru
- 1 łyżeczka suszonego oregano
- 1/2 łyżeczki suszonej mięty
- 1/4 łyżeczki cynamonu
- 1/4 łyżeczki mielonych nasion kolendry
- 1/2 łyżeczki kuminu mielonego
- 1/4 łyżeczki kurkumy
- 1/2 łyżeczki papryki słodkiej
- sól, pieprz i oliwa do bakłażana
- 3 małe cebule
- ryż i jogurt do podania

Piekarnik nastawić na 200 stopni- grzanie góra- dół.
Bakłażana pokroić na grube plastry, następnie na pół. Blachę do pieczenia wyłożyć papierem do pieczenia i przenieść na nią bakłażana. Następnie skropić oliwą, przyprawić solą i pieprzem i wymieszać. Wstawić do nagrzanego piekarnika i piec ok 20 minut aż bakłażan stanie się miękki i przyrumieniony. Po 10 minutach zamieszać bakłażana, aby równomiernie się upiekł. 
Po upieczeniu odstawić do wystudzenia na chwilę.

W międzyczasie przygotować curry. Liście i łodygę botwinki pokroić drobno, buraczki oczyścić i pokroić na cienkie plasterki. Cebulę i imbir pokroić w drobną kostkę.
Na patelni rozgrzać łyżkę oliwy, wrzucić cebulę i smażyć do zeszklenia. Następnie dodać imbir i smażyć jeszcze chwilę. Po tym czasie dodać plasterki botwinki i smażyć na małym ogniu aż będzie miękka, ale chrupiąca- ok 10- 15 minut.
Po tym czasie dodać wszystkie przyprawy i chwilę podsmażyć. Do całości dodać liście i łodygi botwiny, groszek, puszkę pomidorów i mleczko kokosowe, doprowadzić do wrzenia. Po tym czasie przykryć i gotować ok 15 minut, następnie zdjąć pokrywkę i gotować jeszcze ok 5- 10 minut. W tym czasie można również przyprawić solą i pieprzem, jeśli zajdzie taka potrzeba. Na sam koniec dodać bakłażana i gotować ostrożnie ok 3- 4 minut. Należy uważać, aby kawałki bakłażana zostały w całości.
Curry najlepiej smakuje z ryżem i kleksem jogurtu naturalnego.
Smacznego!








09 10