Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Smak dzieciństwa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Smak dzieciństwa. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 maja 2014

Kluski na parze, jako pyszne wspomnienie z dzieciństwa i Liebster Blog

Kluski na parze



Kluski na parze to dla mnie wspomnienie dzieciństwa, kiedy siadałam przy wielkim stole i czekałam z niecierpliwością aż mama przyniesie mi wielkie, pulchne i cudownie pachnące kluski na parze. Pamiętam wielki garnek do parowania, mnóstwo pary po odkryciu przykrywki i moją mamę stojącą nad garnkiem i sprawującą piecze nad kluskami. Od zawsze je uwielbiałam, kiedy tylko mogłam je jadłam i to najczęściej z rozpuszczonym masłem i cukrem, takie lubiłam najbardziej. Z czasem przerzuciłam się na jogurt, owoce i dżemy, jednak nigdy nie przestałam wielbić klusek na parze. 
Ich przygotowanie jest naprawdę proste, nie trzeba się zbytnio przy tym napracować, bo i ciasto dobrze się wyrabia. A efekt jest w 100% satysfakcjonujący. Kluski są puszyste i lekkie, nie można się oprzeć, żeby nie zjeść kolejnej. 
Zawsze, kiedy je robię w domu, mama śmieje się ze mnie, że to już poważne uzależnienie; D Może i tak, ale takie uzależnienie zdecydowanie mi nie przeszkadza: ))

A u Was, jak się na nie mówi? Ja mówię po prostu kluski na parze, czasem też buchty, ale spotkałam się z przeróżnymi nazwami, np parzochy, parowańce, parowce, paruchy, pampuchy< co jest chyba moim ulubionym określeniem; D> czy po prostu bułki na parze.

Kluski na parze
7 klusek

składniki:
- 250 g mąki pszennej luksusowej
- 125 ml letniego mleka
- 1 jajko
- 15 g drożdży świeżych
- 2 łyżki cukru
- szczypta soli
- 25 g masła

Drożdże pokruszyć w misce. Dodać do nich 50 ml mleka i 1 łyżkę cukru, wszystko wymieszać do uzyskania gładkiego płynu, przykryć ściereczką i odstawić na 15 minut w ciepłe miejsce.
Masło roztopić i przestudzić.
Mąkę przesiać razem z 1 łyżką cukru i solą do miski. Dodać jajka pozostałe mleko i zaczyn do miski, wyrobić gładkie i elastyczne ciasto- ok 7 minut wyrabiania ręcznego. Pod koniec wyrabiania dodać masło i zagniatać aż ciasto ponownie nabierze gładkiej struktury.
Wyrobione ciasto włoży do miski, przykryć ściereczką i odstawić na godzinę do wyrośnięcia w ciepłym miejscu. Następnie wyrośnięte ciasto zagnieć 2- 3 razy i podzielić na 7 równych części po oko 63 gramy. Z ciasta uformować gładkie kule i odstawić je na blachę do pieczenia wyłożoną papierem do pieczenia, przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce do napuszenia. 
W międzyczasie przygotować garnek do parowania* lub parowar.
Wyrośnięte bułeczki parować ok 10 minut- podczas parowania jeszcze urosną. Podawać z ulubionymi dodatkami.
Kluski na parze śmiało można zamrozić, ale najpierw należy je uparować, ostudzić i zamrozić. Można też włożyć uparowane kluski na 2 dni do lodówki.
Smacznego!

* Może on składać się z garnka wypełnionego w 1/4 wodą i bezpośrednio na niego położonym garnkiem z sitkiem razem z pokrywką- wtedy należy zagotować wodę i parować kluski< koniecznie pod przykryciem>, kiedy woda będzie wrzała. Można też obwiązać garnek gazą, zagotować wodę i parować kluski pod przykryciem np. głęboką i przylegającą miską. Kluski nie mogą dotykać gotującej wody!




Przepis bierze udział w konkursie na www comfortfood.pl
Mama to potrafi!
inspiracja: klik klik

A to odpowiedzi na pytania dotyczące Liebster Blog Award, bardzo dziękuję za nominację!!; )

Pytania od Kasi z bloga Upichcona:
1.Bez czego nie wyobrażasz sobie życia?
Bez rodziny, przyjaciół i pasji.
2.Jaki smak najbardziej opisuje Twój charakter?
Coś pomiędzy wszystkimi, nie łatwo i raczej nudno jest być jednym "smakiem": )
3.Co jest najtrudniejsze w prowadzeniu bloga?
Dla mnie prowadzenie bloga to prawdziwa przyjemność, jednak chyba najtrudniejszą częścią jest zdobycie czytelników, którzy są przecież bardzo ważni. Jest tyle blogów kulinarnych, że trudno jest przyciągnąć do siebie ludzi, którzy będą doceniać Twoją pracę. Tym bardziej cieszy mnie każdy komentarz i wizyta każdego gościa na moim blogu: )
4.Gdzie najczęściej szukasz kulinarnych inspiracji?
Książki kulinarne< uwielbiam je, chciałabym mieć wszystkie; D>, pinterest, foodgawker, moja wyobraźnia i oczywiście blogi innych blogerów; )
5.Wymarzony cel podróży?
Jest ich naprawdę mnóstwo, chciałabym zwiedzić cały świat, ale bardzo interesują mnie Indie, Japonia, Włochy i Skandynawia.
6.Masz słabość do...?
Kawy, masła orzechowego, talerzy i różnych akcesoriów do kuchni, jeśli mowa o tematyce kuchennej: )
7.Jak najczęściej spędzasz czas?
Staram się spotykać z przyjaciółmi i relaksować się przy piwie czy winie. Bardzo dużo gotuję i uwielbiam to, oglądam też sporo filmów i czytam książki: )
8. Co sprawiło, że postanowiłaś rozpocząć blogowanie?
Nieoczekiwany impuls
9.Uzależnienie?.
Tak, kilka się znajdzie; )
10.Ulubiony program kulinarny?
Nie mam ulubionego, ale bardzo przepadam za programami Nigelli, Jamie'go Olivera i Gordona Ramsay'a. Z polskich bardzo lubię oglądać Jakubiaka i Łapanowskiego.
11. Bez czego nie wyjdziesz z domu?
Bez telefonu, tak myślę i jakiegoś ubrania: )

Pytania od M z bloga Nad Paleniskiem:

1. Ulubiony przedmiot w Twoim domu?
Łóżko; P
2. Miasto czy łąka?
Miasto na co dzień, łąka na wakacje.
3. Twoja największa wada?
Zbytnio uparta
4. Twoja największa zaleta?
Altruizm.
5. Gdybyś była rośliną, byłabyś....?

Konwalią?
6. Samotność czy tłum ludzi?
Ani samotność, ani tłum ludzi, parę najbliższych mi osób.
7. Jakie jest Twoje ulubione miejsce?
Ogródek za domem.
8. Udaje Ci się spełniać Twoje marzenia?
Po części.
9. Czego się najbardziej boisz?
Ciemności i choroby.
10. Czego byś nigdy nie zjadła?
Pająków i tego typu stworów.
11. Jaka jest, Twoim zdaniem, najlepsza i najgorsza potrawa? 
Dla mnie wybór najlepszego dania jest niemożliwy, jest zbyt dużo pysznych rzeczy; )
Najgorsza? Sama nie wiem, z dzieciństwa pamiętam, że nienawidziłam zupy szczawiowej. Teraz po prostu jej nie jem, uprzedzona przeszłością, ale być może uraz nadal pozostał: )

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Zupa pieczarkowa mamy. Mój smak dzieciństwa

Zupa pieczarkowa



Zupę pieczarkową doskonale pamiętam z dzieciństwa. Mama często ją robiła, bo ja, mówiąc krótko, byłam wybrednym dzieckiem. Zup w zasadzie w ogóle nie lubiłam. Dla mnie dobra była tylko pomidorowa- koniecznie z makaronem, innej nie przyjmowałam, rosół i pieczarkowa właśnie. Najbardziej lubiłam, kiedy w zupie był malutki makaron w kształcie muszelek, tak smakowała mi najbardziej. Nie wiem dlaczego to makaron zawsze decydował o tym, czy zupa będzie mi smakować czy nie, ale wtedy po prostu z innym makaronem nie była już tak pyszna.
Dzisiaj oczywiście zupy bardzo lubię, ale pieczarkową nadal jem tylko z drobnym makaronem. Przyzwyczajenia z dzieciństwa są czasem dziwne, ale to w pełni mi pasuje: )
Przepis podarowała mi oczywiście mama. Jednak wprowadziłam kilka poprawek. Moja mama miała w zwyczaju zagęszczać zupę mąką pszenną, ja tego nie lubię, więc zagęściłam ją warzywami z zupy.
Zapraszam Was na szczyptę smaków dzieciństwa, które zawsze będą mi się kojarzyć z drobnym makaronem...: )

Zupa pieczarkowa
4- 5 porcji

składniki:
- 550 g pieczarek
- 1 średnia cebula
- 2,5 litra bulionu drobiowego, warzywnego lub wody
- 2 mniejsze marchewki
- 1 korzeń pietruszki
- liść laurowy
- mały kawałek selera
- 30 g masła
- 5 kulek ziela angielskiego
- 200 g drobnego makaronu
- pęczek pietruszki
- sól, pieprz, tymianek
- ok 3 łyżki śmietanki kremówki

Pieczarki, marchewkę, pietruszkę i seler obrać. Wszystkie warzywa oprócz selera i grzyby zetrzeć na tarce o grubych oczkach.
Do garnka wlać 2 litry bulionu, dodać pietruszkę marchewkę, seler, liść laurowy i ziele angielskie, zagotować. Gotować ok 10 minut pod przykryciem.
W międzyczasie cebulę pokroić w drobną kostkę. Na patelni roztopić masło, dodać cebule i smażyć do zeszklenia, dodać pieczarki, przyprawić solą, pieprzem i tymiankiem i smażyć przez chwilę, aż pieczarki zaczną puszczać sok. Następnie dodać je do wywaru. Całość gotować na wolnym ogniu ok 35-40 minut, aż warzywa będą miękkie. Do miski przełożyć 3/4 szklanki warzyw i grzybów z wywaru z dodatkiem odrobiny zupy i zblendować na papkę, dodać do zupy i wszystko zamieszać.
Natkę pietruszki posiekać, zostawiając parę listków do dekoracji.
Zupę doprowadzić do wrzenia, dodać makaron i gotować al dente. Kiedy makaron będzie gotowy dolać pozostałe 0.5 litra bulionu i posiekaną natkę. W razie potrzeby zupę przyprawić solą i pieprzem. Zupę zabielić śmietanką i podawać.
Smacznego!



piątek, 21 lutego 2014

Ciasteczka mojego dzieciństwa

Pierożki serowe z  jabłkiem



Te ciasteczka pamiętam od zawsze. Na każdej rodzinnej imprezie musiały się pojawić. To był swego rodzaju imprezowy rytuał: pierożki mojej cioci. Dzisiaj coraz rzadziej się widzimy, więc i coraz rzadziej mam okazję skosztować tych pierożków od cioci. Na szczęście zdradziła mi niezawodny przepis, który zawsze się udaje i, któremu zawsze jestem wierna. Pamiętam, jak spytałam ciocię, czy nie lepiej użyć do tych ciasteczek masła zamiast margaryny- nie lubię jej używać w wypiekach. Powiedziała wtedy, że ona od zawsze robi te ciasteczka na margarynie, bo masło jest dla nich za tłuste. Stwierdziłam, okej, chcę mieć takie ciasteczka, jakie zawsze jadłam na imprezach, koniecznie z dużo ilością cukru pudru. Bo cukier puder jest tu bardzo ważny. Samego ciasta się nie słodzi, dlatego to cukier puder nadaje im słodyczy. 
Te pierożki będą dla mnie zawsze miłym wspomnieniem dzieciństwa, kiedy to podkradałam ich mnóstwo ze stołu, brudząc sobie przy okazji wszystko cukrem pudrem.

Pierożki serowe z jabłkiem
ok 35- 40 sztuk- nie pamiętam dokładnie

składniki:
- 320 g mąki pszennej luksusowej
- 250 g twarogu półtłustego
- 250 g dobrej margaryny ogrzanej, ale nadal trochę twardej
- 1 żółtko
- 3 małe jabłka
- 2 łyżki cukru pudru+ 1/4 łyżeczki cynamonu do posypania

Twaróg pozagniatać widelcem, żeby stał się bardziej kremowy. Mąkę przesiać do miski, dodać margarynę i połączyć z mąką, tworząc kruszonkę. Następnie dodać twaróg i żółtko. Wszystko wymieszać i zagnieść do utworzenia delikatnego i puszystego ciasta.
Jabłka pokroić na półksiężyce o grubości ok 4 mm, jeśli użyjecie większych jabłek każdy półksiężyc należy przekroić na pół.
Nastawić piekarnik na 180 stopni- termoobieg.
Na omączonym blacie rozwałkować ciasto i wykrawać szklanką- u mnie po nutelli, koła. Na brzeg każdego okręgu dodać jabłko i zlepić delikatnie, jak pierogi, ciasto powinno się łatwo dać zlepiać. 
Gotowe ciasteczka przekładać na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i piec ok 10- 12 minut, aż staną się złociste. 
Składniki na posypkę wymieszać ze sobą.
Kiedy ciasteczka są jeszcze ciepłe obsypać je cukrem pudrem, następnie powtórzyć czynność, jak już ostygną. 
Smacznego!

ps. Jeszcze ciepłe ciasteczka są najlepsze na świecie!





wtorek, 14 stycznia 2014

Syrop czekoladowy, jaki pamiętam z dzieciństwa

Syrop czekoladowy



To był pierwszy przepis z ogromnej "Złotej księgi czekolady". Ogólnie rzecz biorąc zawsze zachwycałam się tą książką, bo jest w niej nagromadzonych tyle czekoladowych wspaniałości, że naprawdę ciężko się zdecydować na to, co zrobić, jako pierwsze. A pożyczyła mi ją Karolina, pamiętam, jak tachałam ją do domu w plecaku, czując ją na plecach doskonale, ale będąc zachwycona, że w końcu mogę z niej trochę skorzystać. Mina mi trochę zrzedła, kiedy bezy z przepisu miały piękne kształty, ale były za twarde, brownie rozpadało się przy krojeniu i w rezultacie musiałam zrobić co innego< o czym będzie kiedy indziej>. Zdecydowanie muszę pokombinować jeszcze z innymi przepisami, bo na pewno są przepisy, które mi wyjdą.
Takim przepisem był właśnie ten syrop czekoladowy, jest PRZEPYSZNY. Dokładnie taki, jaki zawsze mi smakował, kiedy jadłam lody w lodziarni polane cudownym sosem czekoladowym. Jest niezastąpiony do gorącej czekolady, naleśników, placków, ciast, do czego tylko chcemy właściwie. Ma mocny, kakaowy smak, jest gęsty i po prosty pyszny.
Zdecydowanie Wam polecam!

Syrop czekoladowy
buteleczka o pojemności 200 ml

składniki:
- 150 g cukru
- 50 g cukru waniliowego
- 45 g kakao
- 150 g wody

Obydwa rodzaje cukru wsypać do rondla, dodać wodę i gotować na średnim ogniu aż cukier się roztopi i syrop zacznie bulgotać- ok 5 minut. Część syropu przelej do kakao, cały czas mieszając do uzyskania pasty. Następnie wlewać powoli resztę syropu. Postawić ponownie na ogniu i pogotować chwilę. 
Syrop zdjąć z ognia, przelać do czystej buteleczki i szczelnie zamknąć, przechowywać w temperaturze pokojowej.
Smacznego!






źródło przepisu: zmodyfikowany przeze mnie przepis ze "Złotej księgi czekolady"

piątek, 11 października 2013

Bardzo jesienne risotto

Risotto kokosowe zapiekane z jabłkami



O tak, to zapiekane cudo jest idealne na jesień. Parzący w język, mleczny, kokosowy ryż z jabłkami pachnącymi i smakującymi cynamonem. Jeśli chodzi o mnie to tym daniem rozpieszczam swoje uwielbienie do cynamonu do cna; ) 
Ostatnio myślałam nad tym moim cynamonem. Doszłam do wniosku, że takie uzależnienia są, jak najbardziej dozwolone i absolutnie nie trzeba się ograniczać, co do zmniejszenia dodawania go do potraw; D Oczywiście miałam swoje przygody z cynamonem, kiedy trochę za dużo go sypnęłam. Wtedy nie czułam nic oprócz cynamonu; D Jednak, jeśli da się go odpowiednią ilość, nie ma mowy o zniszczeniu potrawy, nadamy mu wtedy wyłącznie lepszego smaku i charakteru.
To risotto sprawdzi się idealnie w zimne, jesiennie poranki, popołudnia, wieczory...Można go jeść o każdej porze dnia, nie obawiając się, że coś może jednak nie pasować. 

Risotto kokosowe zapiekane z jabłkami
2 porcje- naczynko o średnicy 18 cm na górze

składniki:
- 100 g ryżu arborio
- 2 średnie jabłka
- ok 380 + 50 ml mleka
- 30 g wiórków kokosowych
- 1 łyżka cukru waniliowego
- 1/2 łyżeczki cynamonu+ szczypta do posypania
- 1 łyżeczka brązowego cukru

Do rondelka z grubym dnem wsypać ryż i smażyć go przez minutę, uważając, żeby się nie przypalił. Dodać 125 ml mleka i cukier waniliowy. Gotować do momentu aż ryż wchłonie całe mleko. Następnie dolać kolejną porcję mleka, poczekać aż ryż wchłonie cały płyn. Postępować tak do momentu aż 380 ml mleka wlejemy do rondla. Po tym czasie dodać 20 g wiórków kokosowych i 50 ml mleka- zamieszać, pogotować minutę i odstawić- ryż będzie twardawy i mleko nie wchłonie się całkowicie- tak ma być. Może się okazać, że będziecie potrzebować więcej mleka do gotowania, wtedy spokojnie możecie go dodać. Ważne jest po prostu to, żeby ryż mógł dojść sobie w piekarniku, więc nie możemy go całkowicie ugotować, ma być twardawy.

Piekarnik rozgrzać do 180 stopni <termoobieg>

Jabłka obrać i zetrzeć na tarce.
Na rozgrzaną patelnię wrzucić jabłka, cukier i cynamon, podsmażyć chwilę, aż cukier się rozpuści.
Naczynie do zapiekania wysmarować lekko tłuszczem- użyłam masła. Na spód dodać połowę ryżu, następnie ułożyć jabłka i położyć na nie pozostałą połowę ryżu. Naczynie owinąć folią aluminiową lub przykryć.
Wsadzić do nagrzanego piekarnika i zapiekać 20 minut z przykryciem, Następnie zdjąć folię lub pokrywkę, posypać wierzch pozostałym kokosem i zapiekać jeszcze 5- 10 minut aż kokos delikatnie się zarumieni.
Podawać gorące. Urozmaicenie w postaci zimnych lodów będzie tutaj, jak najbardziej wskazane; )
Smacznego!








piątek, 4 października 2013

Leniwe w dyniowym wydaniu

Dyniowe leniwe



Oszalałam chyba na punkcie dyni. W tym roku zjadłam jej naprawdę dużo, a szykuję się najprawdopodobniej jeszcze jeden pyszny i nie całkiem samotny przepis:>
Nic na to nie poradzę, ale dyniowych przepisów mam dla Was jeszcze trochę, zapewniam jednak, że wszystkie są nieco bardziej inne niż klasyczne dyniowe przepisy: )
Te leniwe to takie wspomnienie dzieciństwa z moim, subiektywnym, nowym dodatkiem, z dynią po prostu: )
Moja babcia robiła klasyczne, tylko z twarogu, podawane najczęściej z masłem, cynamonem i cukrem.
Ja, wielki drewniany stół i pełna micha tych pyszności.
A że musiałam zrobić coś z zalegającym twarogiem, stwierdziłam, że tak naprawdę to wieki nie jadłam leniwych i z chęcią je zjem, ale takie trochę uwspółcześnione, zmodyfikowane. Puree z dyni mam teraz praktycznie cały czas pod ręką, więc nie zastanawiałam się długo: )
Najbardziej rozbroił mnie ich kolor, z którym nawet mój aparat nie potrafił sobie zbytnio poradzić: D Mają intensywnie żółto- pomarańczowy odcień i sprawiają, że nawet patrząc na nie poprawia nam się humor: )
Robienie ich dla siebie sprawia radość, bo można powspominać czasy wielkiego drewnianego stołu, ale robione ich dla przyjaciół sprawia jeszcze większą frajdę: )

Dyniowe leniwe
3 średnie porcje- wychodzi ich dużo, ale są małe

składniki:

- 250 g twarogu półtłustego
- 200 g puree dyniowego
- 1 jajko
- 100 g+ trochę do podsypywania mąki żytniej
- 1/2 łyżeczki dyniowej przyprawy

Białko oddzielić od żółtka. Białko ubić na sztywną pianę z dodatkiem szczypty soli.
Twaróg rozgnieść  dobrze widelcem lub praską do ziemniaków. Dodać puree z dyni i dobrze wymieszać. Następnie dodać najpierw żółtko- wymieszać, potem białka i delikatnie połączyć z masą.
Do masy dodać mąkę z przyprawą i dobrze wymieszać.
Z ciasta wałkować długie wałki o średnicy ok 1- 1.5 cm, Każdy wałek pokroić na małe kluseczki.
Do gotującej, osolonej wody dodawać leniwe i gotować tylko do wypłynięcia- trwa to dosyć krótko.
Leniwe wyłowić z wody łyżką cedzakową i podawać z ulubionymi dodatkami- u mnie syrop dyniowy: )
Smacznego!









sobota, 17 sierpnia 2013

Powrót do babcinego gotowania

Makaron z twarogiem, cynamonem i płatkami migdałowymi



Kto będąc dzieckiem nie jadł tego dania? U mnie było to podstawowe i ulubione jedzenie u babci, które smakowało jedynie u babci i MUSIAŁO być przygotowane jedynie przez babcię; D
Kiedy byłam małą dziewczynką po prostu uwielbiałam ten makaron, uważałam, że nikt nie potrafi lepiej go zrobić niż babcia. Ba, babcia była wtedy dla mnie idolką, jeśli o gotowanie chodzi. Oczywiście teraz też tak jest i zawsze śmieje się z nią, kiedy wspominamy czasy ciasteczek z maszynki, zupy jagodowej, racuchów z jabłkami i tego właśnie makaronu.
Nie pamiętam, kiedy pierwszy raz go jadłam, pamiętam jednak, jak niecierpliwie czekałam przy stole, aż babcia poda mi całą michę makaronu. Co to była za radość, czując słodki zapach cynamonu rozchodzącego się po całej kuchni i nie mogąc się już doczekać: ) Swoją drogą myślę, że to za sprawą babci tak uwielbiam dzisiaj cynamon; D
To były czasy...
Dzisiaj już jestem na tyle "duża", że mogę zrobić sobie to danie sama. Poza tym jest banalnie proste, ale, jak wiemy prostota jest najlepsza.
Od siebie dodałam jedynie płatki migdałowe, żeby jakoś urozmaicić sobie jeszcze bardziej to przyjemnie pachnące wspomnienie z dzieciństwa; )
Chciałoby się czasami wrócić do czasów, kiedy bez żadnych oporów chodziło się po drzewach, miało się posiniaczone kolana, bawiło się w "podchody" i wołało do babci z końca ogrodu "Babciu! Zrób mi makaron z serem!": )

ps1. Zgłoszono mi wczoraj, że nie otwierają się u mnie na blogu polskie znaki. Dajcie proszę znać, jak jest u Was, bo u mnie wszystko działa i nie wiem, co się dzieje; )

ps2. Od jutra będzie na blogu śniadaniowo. Nie, nie. Nie zmieniam tematyki, po prostu mam dużo zaległych propozycji śniadaniowych dla Was i chcę je Wam w końcu pokazać: )

Makaron z twarogiem, cynamonem i płatkami migdałowymi
2 porcje

składniki:

- 300 g twarogu półtłustego
- 160 g ulubionego makaronu
- 2 łyżki cukru
- 1/2 łyżeczki cynamonu
- garść płatków migdałowych

Płatki migdałowe uprażyć na suchej patelni do zarumienienia. Odstawić.
Makaron ugotować al dente w osolonej wodzie.
Twaróg rozgnieść widelcem, dodać cukier, cynamon i wymieszać do połączenia.
Ugotowany makaron przełożyć na rozgrzaną patelnię, chwilę smażyć. Dodać 3/4 twarogu i dobrze wymieszać, smażyć przez minutę.
Gotowy makaron przełożyć do misek, posypać pozostałym twarogiem i płatkami migdałowymi
Smacznego!





+ ciąg dalszy mojego zauroczenia: )


niedziela, 28 lipca 2013

Lubisz pierogi z jagodami?: )

Pierogi z jagodami



Nareszcie się ich doczekałam. Miałam już na nie ochotę od bardzo dawna i w końcu miałam możliwość je zrobić. Ach jakie one są pyszne, ciasto jest takie, jakie lubię- cienkie i elastyczne, a środek... wypełniony po brzegi pysznymi jagodami. 
Szczerze mówiąc to moje drugie własne pierogi, pierwsze miały być na święta z kapustą i grzybami, ale... ciasto nie wyszło, okropnie się posklejały i nie było, co ratować. Z tymi na szczęście nic takiego się nie dzieje, ciasto daje się formować, nie przylepia się do blatu i jest elastyczne, a więc nie rozrywa się podczas zlepiania. Podczas gotowania pierogi również się nie zlepiają, a co najważniejsze nadzienie nie wycieka< no, trzeba je pozlepiać, ale, jak nie ma żadnej dziurki, ciasto nie popęka>.
Robiąc te pierogi walczyłam z czasem, byłam umówiona na późniejszą godzinę, ale najpierw musiałam ulepić te wszystkie pierogi, więc robiłam je, jak opętana; D Ale udało mi się, zdążyłam, tyle że właściwie niepotrzebnie się spieszyłam, bo chwilę po tym, jak otrzepałam się z mąki telefon zadzwonił, że nici ze spotkania... Taka ironia losu: )
Robiłam z połowy przepisu i wyszło mi aż 49 pierogów, tyle, że małych- zrobionych standardową szklanką po nutelli: ) Ja najbardziej lubię, kiedy pierogi mają cienkie ciasto i dużo nadzienia, wtedy mogłabym zjeść ich tonę: )
Tak więc, jeśli lubisz to zrób koniecznie, są przepyszne...: )

Pierogi z jagodami
ok 30 niewielkich pierogów

składniki:
- 300 g mąki poznańskiej
- 1 małe jajko
- 2 łyżeczki oleju
- 125 ml gorącej wody
-1/4 łyżeczki soli
- 200- 250 g jagód
- 1- 2 łyżki cukru lub więcej do smaku

Jagody umyć i odsączyć na sitku, Odstawić, żeby podeschły.
Mąkę przesiać i wysypać na blat, robiąc kopiec. Na środku zrobić zagłębienie, dodać olej, jajko i sól. Zebrać mąkę z boków i wymieszać z jajkiem i olejem. Dolewać wodę i zagniatać ciasto. Ciasto powinno być elastyczne, łatwo odchodzić od blatu i rąk i nie powinno mieć "cellulitu"- powinno być gładkie: )
Do jagód dodać cukier i wymieszać< ja podzieliłam sobie jagody na dwie części, wsypałam 1 łyżkę cukru do tej części, której akurat używałam do nadziewania, żeby cukier nie za bardzo się roztopił i nie powstała woda>.
Ciasto podzielić na 3 części. Dwie części schować pod ściereczkę, jedną część rozwałkować na cienki płat ciasta- ja wałkowałam dosyć cienko. Szklanką wycinać kółka, na każde kółko nałożyć po niepełnej łyżce jagód z cukrem. Delikatnie, ale dokładnie zlepić pierogi i kłaść na podsypany mąką blat lub stolnicę.

Do dużego garnka wlać wodę, posolić ją i zagotować. Wrzucić pierogi i gotować przez 5- 6 minut. Łyżką cedzakową wyciągać pierogi na talerzyk. Podawać z jogurtem naturalnym, śmietaną, bitą śmietaną, masłem i cukrem...
Smacznego!






źródło przepisu: klik klik


Jagodowo Nam edycja 5!

środa, 24 lipca 2013

Najlepsza ze wszystkich owocowych zup.

Zupa jagodowa, najlepsza!




Na tę zupę miałam ochotę już od barrrdzzoo dawna. Ja traktuję ją bardziej, jako deser niż danie główne, bo jej smak przypomina mi raczej słodką babciną letnią kuchnię niż obiad, którym mogłabym się porządnie nasycić na cały dzień. Nie mniej jednak zupę jagodową uwielbiam. I właściwie zawsze lubiłam, nawet będąc dzieckiem. Moja mama nie miała ze mną problemu, bo nie byłam wybredna<z upływem lat było już coraz gorzej; D>. Choć takiej zupy mi nigdy nie robiła. Na taką zupę szło się do babci, siadało się w kuchni przy wielkim, drewnianym stole, na którym zawsze była cerata< nie wiem czy u Was też się mówi tak na takie śliskie obrusy; D> i czekało się na obiad.
I to wcale nie była dla mnie zmora dzieciństwa; D Ja wychodziłam z założenia, że to, co robi babcia zawsze jest dobre; D
Tak było jakieś 13 lat temu. Teraz sama mogę sprawić sobie taką drobną przyjemność i ugotować zupę- deser, którą w domu lubię oczywiście tylko ja, ale przynajmniej mam cały garnek jagodowego nieba dla siebie; D

Przez parę najbliższych dni na blogu będzie fioletowo, z całą górą jagód w przepisach. Tak uwielbiane przeze mnie owoce muszą być w pełni wykorzystane, kiedy mam możliwość iść do sklepu i tak ot co kupić cały koszyczek: )

A jeśli chodzi o moje niedalekie plany... W sobotę jadę nad morze. Utęsknione i niewidziane przeze mnie dobrych 12 lat polskie morze. Już nie mogę się doczekać, bo pomimo, że wieje, że zimna woda, że nie za ciepło- polskie morze jest piękne i wcale nie przeszkadza mi jego "brzydka" pogodowa otoczka.
Jadę na 3 tygodnie, na praktyki. Miałam to szczęście, że zadzwoniliśmy ze znajomymi dosyć wcześnie, bo już w październiku i zarezerwowaliśmy sobie miejsce. W sanatorium; D Praca od 8 do 13, wolne weekendy, opłacone przez nich wyżywienie i nocleg, 150 metrów od plaży, Łeba- czego chcieć więcej od takich praktyk? Nie będę jednak odcięta od świata, biorę ze sobą laptopa, sieć znajdę na miejscu. Będę tu zaglądać< myślę, że na fb znajdą się jakieś wyjazdowe relacje; D zresztą muszę śledzić Wasze wspaniałe przepisy: )>, dodawać przepisy<ale na pewno nie tak często, jak teraz>, które specjalnie zgromadziłam z myślą o tym, że przez 3 tygodnie nie będę w mojej kuchni, nie będę mogła piec, gotować...
Ale cieszę się, że wyjeżdżam, odpocznę, od wszystkiego.

Dzisiaj znowu katuję Was tyloma słowami...; D

Zupa jagodowa
3 porcje< 4 mniejsze>

składniki:

- 300 g jagód
- 1 litr wody
- 2 łyżeczki mąki ziemniaczanej
- 2- 3 łyżki cukru
- 1/4 łyżeczki cynamonu
- szczypta gałki muszkatołowej
- śmietanka 18% lub 30% do podania
- ulubiony makaron, na 3 osoby to mniej więcej 150- 200 g

Jagody umyć i wrzucić do garnka. Dolać wodę, dosypać cukier, gałkę muszkatołową i cynamon. Wszystko zagotować.
Mąkę ziemniaczaną rozmieszać w szklance z minimalną ilością wody<ok 25 ml>
Do gotującej się zupy wlewać powoli rozmieszaną mąkę ziemniaczaną i ciągle mieszać, żeby nie porobiły się grudki. Gotować jeszcze przez ok 4- 5 minut.
Zupę schłodzić< można podawać na ciepło, ale ja uważam, że na zimno jest o wiele lepsza>.
Makaron ugotować zgodnie z instrukcją na opakowaniu.
Do miski nalać 2- 3 chochle zupy, dodać makaron i porobić kleksy ze śmietanki. Można podawać z bazylią lub miętą.
Smacznego!









I te moje "jagodowe" palce....; D

Jagodowo Nam edycja 5!
>