sobota, 8 marca 2014

Dla lubiących cytryny i wszystko to, co się z nimi łączy

Ciasto cytrynowe



Bardzo lubię cytrusowe desery i wypieki. Najczęściej używam cytryn, ale pomarańcze czy limonki też znajdują się w mojej kuchni i to właściwie nie tylko podczas robienia słodkości, ale jak najbardziej, kiedy robię obiad; )
A cytryny. Cytryny są niesamowite, mają świetny aromat, już niewielka ilość soku z cytryny i przede wszystkim skórki cytrynowej sprawiają, że nasz wypiek staje się prawdziwą cytrynową perełką. Mam w planach zrobienie tej nieziemsko wyglądającej cytrynowej tarty z ogromną ilością bezy na wierzchu, ale dzisiaj mam dla Was ciasto, którym uraczyłam moją babcie podczas jej święta. Wiem, że w tym dniu to zazwyczaj babcie pieką swoje specjały, niemniej moja czekała na mały słodki prezent ode mnie, aż dziwne byłoby, gdybym czegoś nie upiekła dla niej. Wybrałam lekkie i puszyste ciasto o niesamowitym cytrynowym aromacie i kolorze, które poprawi Wasz humor: )
Myślę, że na dzień kobiet również się nada; ) Tak więc może panowie dzisiaj włączą piekarniki?; ))

Ciasto cytrynowe
tortownica o śr. 21 cm.

składniki:
- 175 g mąki pszennej
- 170 g miękkiego masła
- 170 g cukru 
- 3 jajka
- 3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
- 1 łyżka soku z cytryny <można użyć limoncello>
- skórka starta z jednej cytryny

Piekarnik nastawić na 170 stopni, grzanie góra- dół.
Spód i boki tortownicy wysmarować tłuszczem, na dół ułożyć papier do pieczenia, natomiast boki wysypać kaszą manną. 
Mąkę razem z proszkiem do pieczenia przesiać do miski. dodać skórkę z cytryny, odstawić.
Masło utrzeć razem z cukrem na puszystą i bardzo jasną masę, następnie dodawać po jednym jajku dobrze, miksując je przed dodaniem kolejnego. Po dodaniu pierwszego jajka dodać również powoli sok z cytryny. Nie polecam dodawać więcej niż jedną łyżkę, ponieważ masło może się zważyć. 
Kiedy wszystkie jajka będą dobrze wmiksowane w ciasto do masy dodać suche składniki i mieszać tylko do połączenia się składników. 
Ciasto wylać do tortownicy, wyrównać i wstawić do nagrzanego piekarnika, Piec ok 45 minut do suchego patyczka. Podczas pieczenia nie otwierać drzwiczek piekarnika, dopiero pod koniec można to zrobić, sprawdzając, czy ciasto jest upieczone.
Gotowe ciasto wyjąć, ostudzić, a następnie przełożyć na duży talerz lub paterę, pokroić i udekorować cukrem pudrem.
Smacznego!





źródło przepisu: klik klik 

czwartek, 6 marca 2014

Na śniadanie: Placki miodowo- owsiane i Liebster Blog

Placki miodowo- owsiane

Honey and oats rye pancakes, for English scroll down


Dawno nie było placków. A przecież placki są pyszne. Te wyjątkowo zapadły mi w pamięć, bo były to jedne z najsmaczniejszych, jakie jadłam, choć ja właściwie lubię wszystkie placki. To jest taki typ śniadań, którym łatwo można mnie uwieść i przekonać. A placki miodowo- owsiane już brzmią bardzo apetycznie, tak więc nie można ich nie spróbować, bo to graniczyłoby z odmówieniem sobie naprawdę smacznej, rannej przyjemności; )

Placki miodowo- owsiane
6 grubych placków lub ok 10 cieńszych

składniki:
- 140 g mąki żytniej
- 50 g płatków owsianych górskich
- 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
- 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 2 duże łyżki miodu
- 1 jajko
- 200 g jogurtu naturalnego
- 1/2 łyżeczki cynamonu
- chlust mleka
- 1 łyżeczka masła

Mąkę przesiać do miski razem z sodą, cynamonem, płatkami owsianymi i proszkiem do pieczenia. W osobnej misce połączyć ze sobą jogurt, jajko, i miód. Do mokrych składników dodać suche i wymieszać do połączenia. Dodać odrobinę mleka, aby lekko rozrzedzić masę.
Placki smażyć na średnim ogniu z obydwu stron na rozgrzanej patelni z masłem aż będą dosyć zarumienione. Podawać z ulubionymi dodatkami.
Smacznego!

Honey and oats rye pancakes
about 10 pancakes

ingredients:
- 140 g light rye flour
- 50 g rolled oats
- 1/2 teaspoon baking soda
- 1/2 teaspoon baking powder
- 2 tablespoon honey
- 1 egg
- 200 g plain yogurt
- 1/2 teaspoon cinnamon
- 1/8- 1/4 cup milk
- 1 teaspoon butter

In a bowl stir all dry ingredients. In another bowl combine honey, yogurt and eggs. Add wet ingredients into dry and stir until just to combined. Add milk if batter is too thick. Heat a frying pan with butter over medium- low heat. Fry pancakes on each side until golden brown and serve with favourite additions.
Enjoy!
***
Bardzo dziękuję za nominację Magdzie; ) O to moje pytania; ))
1. Co zawsze jest w Twojej lodówce...
Jogurt naturalny i mleko.
2. Ciasto, które najbardziej nie lubię robić to...
Może nie samo ciasto, jako wypiek, ale zdecydowanie nie lubię zagniatać ciasta na pączki. Na początku jest bardzo klejące się, co mnie zawsze irytuje; D W tych chwilach zawsze myślę o tym, jak dobrze byłoby mieć robota kuchennego; D
3. Założyłam bloga, bo... 

Założyłam bloga przypadkiem. Całe szczęście ten przypadek rozwinął się w pasję; )
4. Co najbardziej lubisz jeść na śniadanie...

Od jakiegoś czasu moim uzależnieniem są... kaszki dla dzieci: P Uwielbiam je jeść z mnóstwem różnych dodatków, tak że moja miska wygląda, jak ekspozycja wszystkiego, co jest w moich szafkach; D
5. Gadżet bez którego nie wychodzisz z domu...

Telefon.
6. Czy lubisz słuchać muzyki, kiedy gotujesz? Jeśli tak, to jakiej? 

Lubię. Zależy od nastroju, słucham różnej muzyki. Najczęściej jednak takiej, która wprawia mnie w dobry humor; )
7. Ciasto mojego dzieciństwa...

Rafaello.
8. Wolisz gotować: rano, w południe, wieczorem, a może w nocy?

Zawsze; D A w nocy najbardziej lubię piec ciasto drożdżowe.
9. Najbardziej cenię sobie czas, kiedy...

Mogę go spędzić z najbliższymi.
10. Lubię kiedy ktoś ugotuje dla mnie...

Lubię sam fakt, kiedy ktoś dla mnie gotuję, choć najczęściej to ja gotuję dla innych i to też sprawia mi ogromną przyjemność; )
11. Inspiruje mnie w kuchni... 

Wiele rzeczy jest inspirujących, książki kucharskie, blogi kulinarne a czasem nawet zwykle przedmioty, które akurat wpadną mi w oko; )


 
  
inspiracja: klik klik

wtorek, 4 marca 2014

Śniadaniowe jajka z piekarnika

Jajka zapiekane ze szpinakiem, papryką i serem feta



Zazwyczaj jem śniadania na słodko, ale czasem nachodzi mnie ochota na coś wytrawnego. Wtedy najczęściej robię sobie śniadanie, którego głównym składnikiem jest jajko. To śniadanie przypadło mi jeszcze bardziej do gustu, bo jest w nim szpinak, czyli coś co absolutnie bardzo lubię. Muszę przyznać, że jestem jego fanką. Oczywiście musi być dobrze zrobiony, czyli, jak dla mnie musi być czosnek i masło. Bez nich szpinak nie jest tak pyszny.
Są to dwie małe porcję, ale jeśli dorzucić bułkę z śmietankowym twarożkiem i kawę myślę, że dwie osoby się najedzą: )

Znowu nazbierało mi się trochę śniadaniowych przepisów, więc być może na blogu będzie przez chwilę śniadaniowo: )

Jajka zapiekane ze szpinakiem, papryką i serem feta
2 kokilki o średnicy 9 cm- 2 malutkie porcje

składniki:
- 3 jajka
- 60 g świeżego szpinaku
- 1 ząbek pokrojonego w drobną kostkę czosnku
- 1 łyżeczka masła
- 1/2 małej czerwonej papryki
- 40 g sera feta
- 1 łyżka śmietany 12%
- sól, pieprz, zielona część dymki do dekoracji

 Piekarnik nagrzać do 200 stopni< grzanie góra- dół>.
Na patelni rozgrzać masło, dodać szpinak i pokrojony czosnek. Smażyć chwilę aż szpinak zwiędnie, doprawić solą i pieprzem.
Paprykę pokroić w większą kostkę. Jajka roztrzepać w misce ze śmietaną, dodać szpinak i paprykę, wszystko wymieszać. Gotowe jajka przelać do kokilek, wstawić do nagrzanego piekarnika i zapiekać ok. 15- 20 minut. 10 minut po rozpoczęciu zapiekania posypać wierzch jajek fetą i dalej zapiekać.
Gotowe jajka posypać cebulką dymką. Można je wyciągnąć z kokilek.
Smacznego!



Wytrawne Vege Śniadanie

niedziela, 2 marca 2014

Sernik w trzech warstwach i zero piekarnika.

Cytrynowo- czekoladowy sernik na zimno z cytrynową galaretką



Bo nie chciało mi się włączać piekarnika. I akurat miałam wolną puszkę mleka skondensowanego słodzonego, z którym nie wiedziałam, co zrobić. Tak właśnie powstał ten sernik: )
Kiedyś nie lubiłam serników na zimno i właściwie do dzisiaj niektóre nadal mi nie smakują Są jednak wyjątki. I ten jest właśnie takim wyjątkiem. Nawet dla osoby, która z dystansem podchodzi do serników na zimno, ten sernik jest po prostu pyszny; ) 3 warstwy różnych smaków, 3 różne struktury i do tego jeszcze biszkopty i pyszna polewa czekoladowa. Nie da się go po prostu nie lubić.

Cytrynowo- czekoladowy sernik na zimno z galaretką cytrynową
keksówka o długości 30 cm.

składniki na sernik:
- 500 g twarogu na serniki z wiaderka
- puszka< 460 g> mleka skondensowanego słodzonego
- ok 9 podłużnych biszkoptów
- 1 galaretka cytrynowa+ 400 ml wrzątku
- 1 gorzka czekolada
- 1 łyżka żelatyny+ 60 ml gorącej wody
- skórka z jednej cytryny
- 1 łyżka soku z cytryny

Formę keksową delikatnie natłuścić a następnie wyłożyć dokładnie folią spożywczą.
Galaretkę rozpuścić w 400 ml wrzątku, przelać do keksówki, ostudzić, a następnie wstawić do lodówki do stężenia.
Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej i ostudzić. Żelatynę wymieszać z 60 ml gorącej wody.
W misce zmiksować twaróg z mlekiem skondensowanym, sokiem z cytryny i skórką z cytryny. Do masy powoli wlewać żelatynę, cały czas miksując, aby nie porobiły się grudki. Można również wymieszać 1 łyżkę masy z żelatyną a następnie wlać całość do masy i miksować.
Do innej miski przelać 1/3 masy- ok 330g. Następnie do odlanej masy wmieszać powoli, ale dokładnie rozpuszczoną czekoladę, dobrze wymieszać.
Na stężałą galaretkę wyłożyć masę cytrynową< "białą">, wstawić ponownie do lodówki, aby masa stężała. Następnie wylać na masę cytrynową, masę z gorzką czekoladą, wyrównać. Na wierzch ułożyć biszkopty wzdłuż formy, wciskając je do masy. Całość wstawić do lodówki, najlepiej na całą noc.

składniki na polewę i dekorację:
- 150 g+ 50 g mlecznej czekolady
- 70 g masła

50 g czekolady rozpuścić w kąpieli wodnej. Następnie wylać ją na papier do pieczenia i wysmarować go, aby powstała cienka warstwa czekolady. Wstawić do lodówki na parę minut. Kiedy czekolada stężeje, ale nadal będzie elastyczna, połamać ją na kawałki i ponownie wstawić do lodówki, aby dobrze stwardniała.
150 g czekolady rozpuścić z masłem w kąpieli wodnej. Uważać, aby nie przegrzać czekolady, ponieważ rozwarstwi się. Jeśli jednak do tego dojdzie do czekolady należy wlać 2- 3 łyżki gorącej wody i szybko mieszać. Wtedy powinna zmienić się z powrotem w polewę czekoladową.

Gotowy sernik wyjąć z formy. Najlepiej najpierw delikatnie przejechać tępym narzędziem pomiędzy formą a folią, aby oderwać ją od formy. Następnie na formę położyć paterę lub talerz i szybkim ruchem odwrócić formę z ciastem i paterę do góry nogami. Jeśli sernik nie będzie chciał wyjść, należy delikatnie popukać w formę lub wstawić formę na kilka sekund do gorącej wody.
Następnie bardzo ostrożnie zdjąć z sernika folię. Udekorować go ostudzoną polewą czekoladową- najlepiej, żeby była gęsta, wtedy lepiej się z nią pracuje. Wysmarować nią cały sernik. Na górę ułożyć płatki czekoladowe. Całość wstawić do lodówki, aby polewa stężała.
Sernik przechowywać w lodówce.
Smacznego!






Serniki dla Miksera - edycja 1.14

sobota, 1 marca 2014

Migawkowo: luty

Z telefonem w ręku #2



Od lewej:
uroki mieszkania w małym mieście
z cyklu: "mądrości" na przystankach autobusowych: "nie całuj, jeśli nie kochasz. Nie mów, że kochasz, jeśli robisz sobie jaja".
najlepsze śniadanie w lutym
brownie na urodziny< szkoda, że nie moje>? Poproszę.
przyjaciółkowe obiadki
Filip: największy i najcudowniejszy kot, jakiego znam
Görlitz i ja udająca fotografa
precla?
duuużżooo dobrych niemieckich rzeczy
ładny Wro.
z cyklu: ironia fotografowania
pączkowanie pączków w pączkowy dzień

Do marca; *

czwartek, 27 lutego 2014

Tłusty Czwartek i bita śmietana.

Pączki z bitą śmietaną



Dzisiaj Tłusty Czwartek, więc wypadałoby zrobić pączki. Nie chciałam robić przedpremierowych pączków, bo szczerze mówiąc nie wiem, kto by to wszystko zjadł; D 18 pączków to poważna sprawa a 36 do już w ogóle. Dlatego pączki usmażyłam dzisiaj, wedle tradycji na Tłusty Czwartek. 
Z bitą śmietaną chyba lubię najbardziej, choć te z różą mocno z nimi konkurują. Pączki ogólnie rzecz tak bardzo trudne w zrobieniu nie są. Dla mnie chyba najgorszy moment to smażenie, bo nie mam termometru cukierniczego i wszystko muszę robić na wyczucie. Ale, jak widać bez termometru i z niewiedzą, czy olej ma 180 stopni można zrobić jasną pączkową obwódkę: )
Dzisiaj pączków mamy w domu mnóstwo. Moje+ cioci, która zrobiła pączki z makiem. Czysta kaloryczna rozpusta i, mimo że na co dzień nie jem pączków i przyznaję się do tego bez bicia, dzisiaj zjadłam już 2 a jeszcze nie próbowałam tych ciocinych: )
Na blogu znajduję się również przepis na pączki z różą, które są równie pyszne: ) Przepis tutaj.

Pączki z bitą śmietaną
18 pączków

składniki na ciasto:
- 500 g mąki pszennej luksusowej
- 250 ml mleka
- 50 g świeżych drożdży
- 1 jajko
- 4 żółtka
- 3 łyżki cukru
- 1 łyżka cukru waniliowego
- 40 g roztopionego i ostudzonego masła
- 2 łyżki wódki, spirytusu, rumu lub ekstraktu waniliowego
- szczypta soli
- 1 litro oleju rzepakowego do smażenia

Drożdże rozkruszyć w misce. Dodać jedną łyżkę cukru i mąki. Mleko podgrzać w garnuszku, żeby było ciepłe, ale nie gorące. Do miski z drożdżami wlać ciepłe mleko, wymieszać, przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce na 15- 20 minut do sporego spienienia się drożdży.
W tym czasie do osobnej miski przesiać mąkę, sól i cukier waniliowy.
Jajko i żółtka utrzeć z pozostałymi dwoma łyżkami cukru na bardzo puszystą i jasną masę- zajmie to około 10 minut. 
Kiedy drożdże będą spienione dodać je do mąki, wymieszać. Następnie dodać utarte jajko i żółtka i wyrabiać do całkowitego połączenia. Dodać masło oraz spirytus i zagniatać aż ciasto będzie elastyczne i odchodzące od rąk. 
Gotowe ciasto przełożyć do oprószonej mąką miski, przykryć ściereczką i odstawić do ciepłego miejsca na 1 do 1.5 godziny. Ciasto powinno mocno wyrosnąć. U mnie zajęło to godzinę z minutami.
Wyrośnięte ciasto przełożyć na omączony blat, pozagniatać, aby pozbyć się powietrza i rozwałkować na grubość ok 2 cm. Szklanką- taką po nutelii, ma średnicę 7 cm, wycinać kółka, układać je na obsypany mąką blat. Pozostałe ciasto ponownie zagnieść, rozwałkować i wycinać krążki.
Tak wycięte pączki przykryć ściereczką i pozostawić na 35- 45 minut do napuszenia.
15 minut przed smażeniem pączków rozgrzać olej. Najlepiej robić to powoli na małym ogniu. Mnie pączki najlepiej smaży się w płaskim i dużym garnku.
Kiedy pączki będą napuszone a temperatura oleju odpowiednia < ja zawsze sprawdzam to, wrzucając kawałek ciasta do oleju, kiedy w przeciągu 30 s się zarumieni to znak, że olej jest gotowy. Można oczywiście użyć termometru cukierniczego> smażyć pączki z dwóch stron po około 2 minuty, aż się zarumienią. Pączki smażyć partiami po 3- 4. Temperatura oleju nie powinna być za wysoka, ponieważ pączki mogą zbyt szybko się zarumienić a w środku pozostaną surowe. Nie może być też za niska, bo pączki będą chłonąć zbyt dużo tłuszczu. Bez termometru trzeba to robić na wyczucie; D

Gotowe pączki odstawiać na papier do pieczenia, aby obeschły i ostudziły się.

składniki na nadzienie i wierzch:
- 400 g śmietanki kremówki, najlepiej 36%, jeśli użyjecie 30% dobrze, jak do bitej śmietany dodacie 1 łyżeczkę żelatyny rozpuszczoną w małej ilości gorącej wody.
- 1 łyżka cukru pudru
- ok 150 g mlecznej czekolady
- 50 g masła
- garść wiórków kokosowych

Śmietankę ubić na sztywno. W połowie ubijania dodać cukier puder i, jeśli jest potrzeba rozpuszczoną żelatynę. 
Czekoladę rozpuścić razem z masłem w kąpieli wodnej.
Gotowe pączki nadziewać śmietaną za pomocą długiej szprycy lub przekroić pączka wszerz nie do końca i wypełnić go bitą śmietaną. Następnie pączki smarować z wierzchu polewą czekoladową i oprószyć wiórkami kokosowymi.






Tych tradycyjnych też nie zabrakło: )


źródło przepisu na ciasto: klik klik 
Karnawałowe smażenie

wtorek, 25 lutego 2014

Chleb pszenny z mlekiem w proszku

Chleb pszenny z mlekiem w proszku



Ten chleb należy do grupy bardzo delikatnych i słodkawych w smaku. Świetnie nadaje się do jedzenia z wszelkimi serkami do smarowania, dżemami i smarowidłami na słodko, a także do przygotowania puddingu chlebowego czy tostów francuskich. Choć, jedząc go z sałatą, pomidorem i szynką też absolutnie nie narzekałam: ) 
Jego miąższ jest żółciutki właśnie ze względu na dodatek mleka w proszku. Moja mama na początku myślała, że upiekłam chleb z dodatkiem mąki kukurydzianej, kiedy go zobaczyła; )

Chleb pszenny z mlekiem w proszku
1 średni bochenek

składniki na zaczyn:
- 100 g mąki pszennej
- 65 g wody
- 1/8 łyżeczki drożdży instant

Wszystkie składniki wymieszać ze sobą, aby powstało gładkie ciasto. Przykryć folią spożywczą i odstawi na blat na 12- 16 godzin.

składniki na chleb:
- 350 g mąki pszennej- użyłam typ 650
- 2 g drożdży instant
- 150 g ciepłej, ale nie gorącej wody
- 1.5 łyżeczki soli
- 1.5 łyżki cukru
- 60 g miękkiego masła
- 20 g mleka w proszku

Wszystkie sypkie składniki umieścić w misce. Dodać wodę, mieszać, dodając również zaczyn. Ciasto wyrobić, aby było elastyczne, ale niezbyt mocno zbite- ok 10 minut ręcznie. Ciasto wsadzić do miski, przykryć ściereczką i odstawić do ciepłego miejsca na ok 1.5 godziny. Po tym czasie ciasto powinno sporo urosnąć. Kiedy ciasto wyrośnie uformować okrągły bochenek i wstawić go do koszyka do wyrastania, wysypanego mąką lub, jak w moim przypadku durszlaka wyłożonego ścierką i obsypaną mąką na ok godzinę.
W międzyczasie nastawić piekarnik na 230 stopni. 
Kiedy chleb będzie gotowy przełożyć go na rozgrzaną blachę lub kamień, naciąć i piec przez 15 minut w zaparowanym piekarniku*. Następnie zmniejszyć temperaturę do 210 stopni i piec jeszcze 25- 30 minut.
Gotowy chleb ostudzić.
Więcej na temat przygotowywania domowego pieczywa znajdziesz tutaj.
Smacznego!

* kiedy będziecie wsadzać chleb na dno piekarnika ułóżcie naczynie z wrzątkiem lub kilka kostek lodu.




źródło przepisu z moimi zmianami: klik klik

niedziela, 23 lutego 2014

Görlitz, czyli parę dni pośród niemieckiej rzeczywistości.

Ostatnimi czasy przez parę dni miałam przyjemność gościć u Whiness w Görlitz. Już od bardzo, bardzo dawna zgadywałyśmy się, co do spotkania, ale akurat teraz nadarzyła się taka okazja, że każda z nas miała wolne i mogła poświęcić czas na odwiedziny.

Oprócz cudownych śniadań, którymi rozpieszczała mnie Whiness razem ze swoją mąką kokosową i wypiekami śniadaniowymi mojego życia pokazała mi sporą część miasta, opowiadała o sklepach, do których wstępowałyśmy, była moim wiernym i personalnym tłumaczem języka niemieckiego, no i spędzała ze mną czas, co swoją drogą uważam za niezły wyczyn, żeby wytrzymać ze mną tyle czasu; D

Przez te parę dni miałam okazję poobserwować niemieckie społeczeństwo i miasto, które swoją droga jest piękne. Większość kamienic, bo ogólnie tylko z nich składa się Görlitz, żadnych bloków tam nie ma, jest wyremontowana, czysta z pięknymi bramami i drzwiami, do których miałam słabość i, co krok robiłam im zdjęcia. Na ulicach jest czysto i bardzo spokojnie. Wprawdzie przyjechałam tam w tygodniu i większość Niemców była w pracy, ale nawet wieczorem nie było ich tylu, ilu zdarza mi się widzieć w normalny dzień w Katowicach, co było trochę osobliwe.

Rzeczą, która zirytowała mnie już na samym początku i którą powtarzałam do końca mojego pobytu, co pewnie Anitę trochę już denerwowało, był fakt, że na ulicach nie było przejść dla pieszych. Może parę zdarzyło mi się widzieć, ale było ich zdecydowanie za mało. Niemcy chodzą po ulicach, jak chcą, a kierujący autem wcale nie mają zamiaru ich przepuszczać, wręcz przeciwnie przyspieszają i wprawiają pieszych o niemałe bicie serca. Przynajmniej mnie. Codziennie, idąc gdzieś przeklinałam niemieckie ulicy w duchu za brak przejść dla pieszych.

Poza tym Niemcy mają totalnego bzika na punkcie ekologicznego jedzenia. Sklepów bio jest mnóstwo, nawet na starym, ale pięknym dworcu jest sklep bio, co mnie trochę zdziwiło. Ceny w tych sklepach, jak można było się spodziewać są wyższe niż w normalnych, ale nadal, jak na warunki ekonomiczne Niemców właściwie niezbyt dużo, dlatego z drugiej strony nie dziwię się, że Niemcy tak łatwo sięgają po ekologiczną żywność. Swoją drogą są w tych sklepach czasami niezłe perełki, rozpoczynając od makaronu przez przeróżne przyprawy, których nie ma w zwykłym supermarkecie a kończąc na wspaniałych kremach do pieczywa.

Do makaronu wracając. Ja przyzwyczajona, że w sklepie widzę najczęściej na półkach makarony, które są najbardziej popularne, byłam zachwycona, kiedy za małe pieniądze mogłam sobie kupić jakiś wymyślny makaron w różne wzorki.

No a hipermarkety? Hipermarkety są fantastyczne, bo jest w nich wszystko. Ja oczywiście największą frajdę miałam przy wyborze żelków i czekolad. Nigdy nie wiedziałam na jakie się zdecydować i pewnie przeciętny Niemiec spoglądał wtedy na mnie z niemałym zdziwieniem, myśląc sobie, co jest takiego trudnego w wyborze żelków; D

Zostając w temacie słodyczy- chyba każdy wie, że niemieckie słodycze są cudowne. Smakowało mi wszystko, co kupiłam, bo oczywiście spróbowałam wszystkiego, a żelki zjadłam już właściwie całe, bo żelki to inna kategoria, jak dla mnie; D Poza tym, częstując znajomych wszyscy byli zachwyceni szczególnie czekoladą Lindt z musem orzechowym, która była przecudowna.

Anita zaprowadziła mnie też do sklepu z czekoladą, gdzie wszystkie produkty są robione ręcznie i dosłownie wszystko jest przepyszne. Tam dopiero nie umiałam się zdecydować, co chcę kupić, ale... moim hitem była czekoladka z musem truskawkowym i kremem adwokatowym z nutą szampana w białej czekoladzie. Ideał. Ale migdały w mascarpone i białej czekoladzie też były niczego sobie. Tak czy inaczej, w tym sklepie miłośnik czekolady ma raj.

Zauważyłam też, że na każdym kroku, dosłownie na każdym są apteki. Jest ich naprawdę mnóstwo. Co gdzieś szłyśmy, ja widziałam apteki; D Nie wiem czy Niemcy są tacy przezorni czy po prostu działa to na tej zasadzie, co banki w Polsce. Na jednej ulicy musi być ich przynajmniej kilka.

Co do małych sklepów spożywczych, nie ma takich. Tam albo są sklepy bio, albo burżujskie sklepy z różnymi ekstrawaganckimi wyrobami albo większe czy mniejsze hipermarkety, żadnego warzywniaka czy małego sklepiku spożywczego, co szczerze mówiąc trochę mi przeszkadzało, bo naprawdę miło byłoby zobaczyć świeże warzywa i owoce w staroświeckim sklepie z przemiłą panią staruszką.

Zauważyłam też, a właściwie uświadomiła mnie w tym Anita, bo ja nigdy nie zwróciłabym na to uwagi, że jeżeli stoi się w kolejce do kasy to swoje zakupy wręcz TRZEBA zagrodzić tymi przegródkami, najczęściej plastikowymi-"następny klient", bo jeśli tego nie zrobisz, Niemiec, który jest za Tobą nie wyłoży swoich zakupów na taśmę, nie ma szans. Dla mnie to dziwaczny zwyczaj, ponieważ ja, kiedy robię zakupy bardzo często po prostu daje swoje zakupy nieco dalej niż zakupy osoby przede mną. Robię tak najczęściej, kiedy mam jedną czy dwie rzeczy. Kiedy jest ich więcej, okej "odgradzam się", ale nie zawsze.


Co do samych Niemców. Są to ludzie osobliwi, tego nie można nie powiedzieć na ich temat. Nie ważne, czy masz 15 czy 50 lat- kolorowe włosy są tam bardzo modne. Praktycznie każda kobieta i dużo facetów ma jakiś kolor na głowie- rozpoczynając od różu a kończąc na niebieskim. Niestety nie jest to zbyt dobrze zrobione, najczęściej te włosy są bardzo zniszczone, wyglądają, jak siano i są nieuczesane. Ale kolor zawsze w modzie. Poza tym, to trzeba przyznać- Niemcy nie mają gustu, jeśli chodzi o ubrania. Mówię to zupełnie obiektywnie, dlatego że ja sama nie interesuję się modą i nie wiem, co akurat w tym sezonie "się nosi", ale to, jak naprawdę bardzo duża część Niemców ma na sobie jest...no jest tandetne, brzydkie i w ogóle nie pasujące do siebie. Nie widziałam też mężczyzny- nastolatka czy takiego do 40 lat, który nie miały przynajmniej jednego kolczyka w uchu- tam mają je wszyscy. Zresztą piercing też jest chyba zapisany w niemieckiej modzie, bo wielu ludzi ma kolczyki nie tylko w uszach. Podoba mi się jednak to, że tam każdy jest indywiduum. Nikt nie spogląda na siebie w gardzący sposób, każdy ma prawo do tego, jak wygląda i , co ma na sobie. Chcesz mieć różowe włosy i kolczyki pomiędzy brwiami? Okej, mnie to nie obchodzi, to Twoje ciało. To jest bardzo w porządku, zważając na fakt, że w Polsce ludzie bardzo często patrzą na siebie i zwracają uwagę na ludzi idących na przeciwko, komentując coś zgryźliwie czasami do swojego towarzysza. Wiem, bo sama temu czasami ulegam. Niemniej Niemcy od razu wiedzieli, że jestem przyjezdną, bo naprawdę się wyróżniałam w swojej normalnej fioletowej zimowej kurtce i ciemnych spodniach bez kolorów tęczy na włosach, a jedynie ze skromnym rudym.

Nie mogłam nie przeliczać sobie niekiedy w sklepie euro na złotówki, to jakiś wbudowany system, który ma chyba większość ludzi, jadących zagranicę, gdzie nie płaci się swoimi rodowitymi monetami. Z produktami spożywczymi jest dosyć różnie, jedne są w przeliczeniu bardzo tanie i za wielką paczkę żelek płacisz 95 centów, inne natomiast droższe. Jednak dla Niemców to nadal bardzo tanio. Gdyby przeliczyć zarobek przeciętnego Niemca i przeciętnego Polaka, nikt nie miałby złudzeń, że Polacy zarabiają o wiele mniej a często rzeczy w Polsce są o wiele droższe. Nie chciałam ulec stereotypowi maniakalnego przeliczania wszystkiego na złotówki, jednak już na pierwszy rzut oka widać tą różnicę.

To chyba tyle, jeśli chodzi o moje spostrzeżenia, na temat Niemców i niemieckiej rzeczywistości. Byłam u Anity za krótko, żeby bardziej ich poznać, ale nawet w tak krótkim czasie potrafiłam znaleźć różnicę i osobliwe zwyczaje Niemców.

Wyjazd uważam za bardzo udany, pozwiedzałam, spędziłam czas z Anitą i odpoczęłam, mimo że nachodziłyśmy się sporo, obtarły mnie nawet buty w których chodzę już całą zimę; D
Mam nadzieję, że to nie ostatni raz, kiedy byłam raczona pysznymi śniadaniami, rozmowami i po prostu wspólnym dzieleniem czasu.